Według ustaleń „Wall Street Journal” Izrael od miesięcy prowadzi w Stanach Zjednoczonych szeroko zakrojoną kampanię wpływu, na którą przeznaczono dziesiątki milionów dolarów. Operacja ma poprawić wizerunek państwa izraelskiego i przeciwdziałać rosnącej krytyce wojny w Gazie.
Operacja ma obejmować wiadomości tekstowe generowane przez sztuczną inteligencję, współpracę z konserwatywnymi mediami, działania wobec influencerów oraz próby wpływania na to, jak narzędzia AI opisują Izrael i wojnę w Gazie. Celem jest zatrzymanie gwałtownego spadku poparcia dla Izraela w amerykańskiej opinii publicznej.
Kampania została opisana przez „Wall Street Journal”, a następnie przywołana przez Quds News Network i izraelskie media. Według tych ustaleń izraelski rząd przeznacza dziesiątki milionów dolarów na działania, które mają poprawić obraz Izraela w USA i zahamować rosnącą krytykę związaną z wojną ludobójczą w Gazie, wojną z Iranem oraz polityką rządu Benjamina Netanjahu.
W centrum operacji znajduje się kontrakt wart ponad 45 mln dolarów, powiązany z Bradem Parscale’em, byłym strategiem cyfrowym Donalda Trumpa. Parscale, który kierował kampanią Trumpa w 2016 roku, miał zostać zaangażowany do prowadzenia działań wpływu w amerykańskiej przestrzeni cyfrowej. Według „Times of Israel”, powołującego się na „Wall Street Journal”, Izrael zatrudnił w ostatnim roku co najmniej sześć firm, a około trzydziestu Amerykanów zarejestrowało się jako nowi zagraniczni agenci działający na rzecz Izraela.
Jednym z najważniejszych elementów kampanii mają być masowe wiadomości SMS generowane przez sztuczną inteligencję. Miliony Amerykanów miały otrzymywać teksty wysyłane pod wymyślonymi imionami, takimi jak Emma, Sarah czy John, oraz przez grupy o nazwach w rodzaju Friends for Peace lub Partners in Peace. Wiadomości przedstawiały Izrael jako strategicznego sojusznika USA i kierowały odbiorców do treści wspierających izraelską narrację.
Według izraelskich mediów za produkcję takich wiadomości odpowiadać ma firma Sparkfire, która miała otrzymać co najmniej 6,5 mln dolarów. Celem nie było wyłącznie wysyłanie gotowych komunikatów, ale stworzenie całej infrastruktury narracyjnej: stron internetowych, linków, postów i treści, które mogłyby krążyć w mediach społecznościowych i wzmacniać proizraelski przekaz.
Operacja miała obejmować również konserwatywne media. Parscale jest jednym z wysokich rangą menedżerów w Salem Media Network, sieci związanej z prawicowymi i chrześcijańskimi odbiorcami w USA. Według ustaleń przywoływanych przez „Times of Israel” jego zadaniem miała być integracja izraelskich komunikatów narracyjnych z zasobami i kanałami dystrybucji Salem Media. Parscale i Salem Media twierdzą, że pieniądze nie służyły instruowaniu prowadzących, co mają mówić, lecz zakupowi reklam w sieci.
Szczególne znaczenie ma kierunek kampanii. Izrael nie próbuje już przekonywać wyłącznie liberalnego centrum ani tradycyjnie proizraelskich wyborców. Według wcześniejszego raportu „Time”, opisanego przez „Times of Israel”, działania Parscale’a miały być wymierzone przede wszystkim w młodych konserwatystów z otoczenia ruchu MAGA. Oficjalnie kampania miała przeciwdziałać „antysemityzmowi” w sieci, ale cytowany izraelski urzędnik przyznał, że jej realnym celem było powstrzymanie młodych konserwatystów przed odwróceniem się od Izraela.
To ważna zmiana. Przez dekady Izrael mógł liczyć w USA na bardzo szerokie, ponadpartyjne poparcie. Dziś krytyka izraelskiej polityki rośnie nie tylko wśród progresywnych Demokratów, ale także w części prawicy, zwłaszcza wśród młodszych wyborców, którzy coraz częściej pytają, dlaczego amerykańskie pieniądze i wpływy polityczne mają wspierać izraelskie wojny.
Kampania miała też sięgać do środowisk chrześcijańskich. Jedna z organizacji, Show Faith by Works, miała przygotować projekt o wartości 3 mln dolarów skierowany do studentów chrześcijańskich uczelni i uczestników wielkich kościołów ewangelikalnych. Według opisu przywoływanego przez izraelskie media celem było budowanie pozytywnych skojarzeń z Izraelem i jednoczesne łączenie Palestyńczyków z frakcjami ekstremistycznymi.
Najbardziej niepokojącym elementem sprawy jest próba wpływania nie tylko na ludzi, ale także na same systemy informacyjne. Według Quds i izraelskich mediów kampania miała obejmować tworzenie stron i treści w taki sposób, aby narzędzia sztucznej inteligencji, wyszukiwarki i chatboty częściej prezentowały Izrael w korzystnym świetle. W raportach pojawiają się odniesienia do prób oddziaływania na to, jak o Izraelu i wojnie mówią systemy takie jak ChatGPT, Claude czy Gemini.
Tło tej operacji jest jasne: wizerunek Izraela w USA gwałtownie się pogorszył. Według Pew Research Center 60 procent dorosłych Amerykanów ma obecnie nieprzychylną opinię o Izraelu, podczas gdy rok wcześniej było to 53 procent, a w 2022 roku 42 procent. Negatywne opinie są szczególnie silne wśród młodszych Amerykanów oraz wyborców Partii Demokratycznej.
Pew wskazuje też, że 59 procent Amerykanów ma małe zaufanie albo nie ma zaufania do Benjamina Netanjahu w sprawach międzynarodowych. Wśród Demokratów i osób skłaniających się ku Demokratom aż 80 procent ma nieprzychylną opinię o Izraelu. Równie istotne jest to, że nawet wśród Republikanów poniżej 50. roku życia większość ocenia Izrael negatywnie.
To właśnie ten trend próbuje odwrócić izraelska kampania wpływu. Problem polega jednak na tym, że spadek poparcia nie wynika wyłącznie z błędów komunikacyjnych. Jest reakcją na obrazy z Gazy, masowe zabijanie cywilów, głód, zniszczenie szpitali, ataki na dziennikarzy, blokadę pomocy humanitarnej oraz bezkarność izraelskich władz. Propaganda może próbować zmienić język debaty, ale nie jest w stanie wymazać doświadczenia milionów ludzi, którzy na własne oczy widzą skutki izraelskiej wojny.
Izrael równocześnie wielokrotnie zwiększa budżet na tzw. hasbarę, czyli publiczną dyplomację i propagandę państwową. „Times of Israel” informował, że budżet na ten cel w 2026 roku wzrósł do około 730 mln dolarów, czyli niemal pięciokrotnie względem wcześniejszej kwoty 150 mln dolarów. Ta wcześniejsza kwota sama była około dwudziestokrotnie wyższa niż środki przeznaczane przed wojną w Gazie.
W praktyce oznacza to, że Izrael traktuje walkę o narrację jako osobny front wojny. Nie chodzi już tylko o konferencje prasowe, komunikaty ministerstw czy wystąpienia dyplomatów. Chodzi o całe środowisko informacyjne: media społecznościowe, podcasty, influencerów, wyszukiwarki, chatboty, grupy religijne i konserwatywne sieci medialne.
Według „Times of Israel” zarówno strona izraelska, jak i amerykańscy urzędnicy mieli być niezadowoleni z efektów kampanii Parscale’a. Izraelski urzędnik miał stwierdzić, że Parscale otrzymał dużo pieniędzy, ale sytuacja tylko się pogorszyła. Z kolei anonimowy amerykański urzędnik wywiadowczy miał ocenić, że kampania dotyczyła nie tylko obrony wizerunku Izraela, ale także prób wpływania na politykę USA wobec Iranu. Parscale zaprzeczył, by uczestniczył w działaniach mających podważyć politykę Trumpa lub przedłużać wojnę.
Cała sprawa pokazuje, jak głęboki jest kryzys izraelskiego wizerunku. Państwo, które przez lata korzystało w USA z niemal automatycznego poparcia politycznego i medialnego, musi dziś wydawać dziesiątki milionów dolarów na kampanie mające przekonać Amerykanów, że nadal jest moralnym i strategicznym sojusznikiem. Im większy budżet na propagandę, tym wyraźniej widać skalę problemu.
Źródło: Quds News Network
KALENDARZ 
