Izraelskie naloty, wtargnięcia wojsk i porwania mieszkańców pogłębiają strach w przygranicznych miejscowościach południowego Libanu. Część porwanych jest później uwalniana w ramach negocjacji prowadzonych za pośrednictwem USA, podczas gdy los innych od miesięcy pozostaje nieznany.
3 września, jeszcze przed świtem, libański rolnik Saleh* wyszedł z domu w przygranicznej miejscowości Halta, aby zebrać figi. Gdy zauważył światła przy opuszczonym domu sąsiadów, zrozumiał, że do wsi weszli izraelscy żołnierze.
Oddział przeszukiwał domy i telefonicznie nakazał trzem mieszkańcom wyjść na zewnątrz. Po kilku godzinach przesłuchań żołnierze porwali wszystkich trzech, w tym Hatema Abdel-Aala, członka rady miejskiej. Hatem został uwolniony dopiero około północy.
„Powiedzieli mu, że ma przyjść do nich pieszo, bez samochodu. Posłuchał i ruszył w ich stronę. Nie mógł odmówić” – relacjonował Saleh w rozmowie z Middle East Eye.
Podczas operacji izraelscy żołnierze przez głośniki nakazywali mieszkańcom pozostanie w domach, a artyleria wielokrotnie ostrzeliwała wzgórza nad wsią.
„Kiedy są w okolicy, strzelają z artylerii, żeby ostrzec mieszkańców, by nie podchodzili i nie wychodzili z domów. Nauczyliśmy się już, co to oznacza” – powiedział Saleh.
Rolnik pozostał w Halcie przez cały ostatni okres wojny między Izraelem a Hezbollahem. Jak mówi, obawiał się, że jeśli wyjedzie, może stracić dom i ziemię.
Porwania jako narzędzie nacisku
Według Middle East Eye izraelskie siły wielokrotnie porywały Libańczyków podczas operacji prowadzonych na terytorium Libanu. Izrael przedstawia takie przypadki jako zgodne z prawem pojmania osób, które uznaje za bojowników.
Nie istnieje pełny oficjalny bilans osób porwanych podczas dwóch ostatnich okresów wojny. Komitet zajmujący się ich sprawami przygotował jednak listę 35 osób, wśród których znajduje się co najmniej 12 członków Hezbollahu i 16 cywilów.
Kilka godzin po porwaniu trzech mieszkańców Halty Izrael poinformował o uwolnieniu pięciu innych osób, w tym dwóch obywateli Syrii. Według izraelskich władz uznano, że nie byli związani z Hezbollahem.
Kwestia porwanych Libańczyków przetrzymywanych w Izraelu jest jednym z tematów negocjacji prowadzonych między Bejrutem a Tel Awiwem za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych.
Rozmowy przynoszą jednak niewielkie rezultaty. Jednym z głównych punktów spornych pozostaje brak pełnego wycofania izraelskich sił z terenów objętych porozumieniem, gdzie kontrolę miała przejąć armia libańska.
W ostatnich dniach ambasador USA w Libanie Michel Issa spotkał się w Tel Awiwie z premierem Benjaminem Netanjahu, próbując przełamać impas. Późniejsze uwolnienie części porwanych premier Libanu Nawaf Salam przedstawił jako efekt tych zabiegów.
Trzech rolników zaginęło po porwaniu w maju
Halta jest sunnicką wsią liczącą około 350 mieszkańców, położoną na obrzeżach Kfarchouby, niedaleko okupowanych przez Izrael syryjskich Wzgórz Golan.
Choć miejscowość nie została zniszczona w takim stopniu jak wiele szyickich wsi przygranicznych, izraelskie wtargnięcia i porwania nie są tam czymś nowym.
W maju izraelscy żołnierze porwali trzech rolników z rodziny Atiyyeh, gdy pracowali na swoich polach.
Lubna Salha z władz Kfarchouby powiedziała, że lokalne władze wielokrotnie próbowały ustalić ich los za pośrednictwem Czerwonego Krzyża i sił pokojowych ONZ UNIFIL. Bez rezultatu.
„Wiemy, że nie byli w nic zaangażowani i nie mieli żadnych powiązań politycznych. To robotnicy. Pracują tylko po to, by utrzymać swoje rodziny” – powiedziała.
Ponad cztery miesiące po porwaniu nadal nie wiadomo, gdzie się znajdują ani w jakich warunkach są przetrzymywani.
„Jedną ręką coś daje, drugą zabiera”
Libańscy analitycy cytowani przez MEE oceniają, że uwalnianie pojedynczych porwanych ma przede wszystkim wymiar polityczny.
„Izrael jedną ręką coś daje, a drugą zabiera” – powiedział analityk Johny Mounayer.
Jak zauważył, w tym samym czasie, gdy część osób była wypuszczana, izraelskie siły porywały kolejnych mieszkańców w innych miejscach i ogłaszały rozszerzenie swojej kontroli operacyjnej w południowym Libanie.
Mounayer wskazał m.in. na strategiczne wzgórze Ali al-Taher, położone na skraju utworzonej przez Izrael strefy buforowej i górujące nad Nabatieh. Izrael twierdzi, że Hezbollah posiada tam centrum dowodzenia oraz sieć tuneli.
„W praktyce Izrael niczego Libanowi nie dał” – ocenił analityk.
Michael Young z Carnegie Middle East Center zwrócił z kolei uwagę, że uwolnienie części porwanych mogło być także gestem wobec Waszyngtonu, który pośredniczy w coraz trudniejszych negocjacjach izraelsko-libańskich.
„Wydaje się, że była to pewnego rodzaju przysługa dla Amerykanów. Wiele działań Izraela jest w rzeczywistości skierowanych przede wszystkim do nich” – powiedział.
Prezydent Libanu Joseph Aoun podziękował administracji Donalda Trumpa za rolę w doprowadzeniu do uwolnienia części porwanych.
Według libańskich mediów kolejna runda negocjacji może odbyć się 15-16 września.
Dla mieszkańców południowego Libanu oznacza to jednak kolejne dni życia w niepewności, w cieniu izraelskich posterunków, nalotów i wtargnięć.
„Siedzimy w swoich domach, a na wzgórzach i wioskach wokół nas wiszą izraelskie flagi” – powiedział Saleh. „Jesteśmy otoczeni z czterech stron.”
*Imię zostało zmienione ze względów bezpieczeństwa.
Źródło: Middle East Eye
KALENDARZ 
