„Tajlandia nie jest na sprzedaż”. Protest przed ambasadą Izraela w Bangkoku

Setki osób protestowały przed ambasadą Izraela w Bangkoku, domagając się przestrzegania tajskiego prawa przez zagranicznych turystów i ograniczenia przejmowania ziemi oraz lokalnych biznesów przez cudzoziemców. Demonstracja, odbywająca się pod hasłem „Tajlandia nie jest na sprzedaż”, koncentrowała się przede wszystkim na rosnących kontrowersjach wokół części izraelskich turystów i przedsiębiorców oraz na izraelskich działaniach w Strefie Gazy.

Protest odbył się w czwartek przed izraelską placówką dyplomatyczną w Bangkoku. Demonstranci przynieśli transparenty sprzeciwiające się wykupywaniu tajskiej ziemi przez cudzoziemców i domagali się zdecydowanej reakcji władz na przypadki łamania miejscowych przepisów.

Jednym z organizatorów był znany tajski dziennikarz i działacz polityczny Sondhi Limthongkul, który odczytał przed ambasadą list otwarty skierowany do ambasador Izraela Alony Fisher-Kamm.

„Epoka łagodnych dyplomatycznych uprzejmości i wyrachowanego milczenia, które błędnie interpretowano jako milczącą zgodę, dobiegła końca” – powiedział do zgromadzonych.

Protestujący wskazywali na trzy główne problemy: zachowanie izraelskich turystów, rosnący udział cudzoziemców w zakupie ziemi i prowadzeniu biznesów w Tajlandii oraz sytuację w Gazie. Demonstranci potępiali izraelskie ludobójstwo w enklawie.

Rosnące napięcia wokół izraelskich turystów

Szczególnie dużo emocji budzi sytuacja w Pai, popularnej miejscowości na północy Tajlandii, gdzie w ostatnich latach wyraźnie wzrosła liczba izraelskich turystów oraz prowadzonych przez nich biznesów. Część mieszkańców zaczęła skarżyć się na przypadki naruszania lokalnych przepisów, a także na zmiany zachodzące na rynku nieruchomości. Pojawiły się zarzuty, że cudzoziemcy próbują przejmować kontrolę nad ziemią i przedsiębiorstwami z wykorzystaniem podstawionych tajskich właścicieli, obchodząc w ten sposób ograniczenia dotyczące zagranicznej własności.

W Pai czterech obywateli Izraela zostało deportowanych po zajściu w miejscowym szpitalu, gdzie według policji mieli zastraszać personel i próbować dostać się do pomieszczeń niedostępnych dla pacjentów. W czerwcu 2026 roku w tej samej miejscowości zatrzymano 39-letniego Izraelczyka podejrzanego o prowadzenie działalności gospodarczej za pośrednictwem tajskiego „podstawionego” właściciela. Sprawa ponownie wywołała debatę o obchodzeniu przez cudzoziemców przepisów dotyczących własności i prowadzenia biznesu.

Głośnym echem odbił się również incydent na Koh Samui, gdzie obywatel Izraela Yakov Ohayon został skazany za grożenie właścicielowi Samui Exotic Park. Konflikt rozpoczął się po tym, jak na terenie parku pojawiła się palestyńska flaga, a jego właściciele odmówili wstępu części izraelskich gości. Sąd wymierzył Ohayonowi 15 dni więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 5 tys. bahtów. Tajskie władze anulowały następnie jego prawo pobytu i nakazały deportację.

W sierpniu uwagę opinii publicznej przyciągnął także konflikt w Patong na Phuket. Kierowca tuk-tuka oskarżył izraelską rodzinę o agresywne zachowanie podczas sporu o przejazd. Według jego relacji jeden z turystów miał go wyzywać, opluć i próbować zastraszyć, podnosząc betonową barierę. Nagrania z zajścia szybko rozeszły się w tajskich mediach społecznościowych.

Seria tych przypadków, połączona z zarzutami dotyczącymi obchodzenia przepisów o własności ziemi i prowadzeniu działalności gospodarczej, sprawiła, że temat przestał być lokalnym problemem kilku miejscowości turystycznych. Sprawą zajęły się władze centralne Tajlandii, a rosnące niezadowolenie społeczne przerodziło się ostatecznie w protest przed ambasadą Izraela w Bangkoku.

Tajski minister: gościnność nie oznacza, że można robić wszystko

Minister spraw zagranicznych Tajlandii Sihasak Phuangketkeow spotkał się w tym tygodniu z ambasador Izraela, aby omówić narastające kontrowersje.

Po spotkaniu podkreślił, że Tajlandia jest krajem otwartym na zagranicznych turystów, ale oczekuje od nich respektowania lokalnego prawa i społeczeństwa.

„Tajlandia jest krajem, który przyjmuje turystów, ale nasza gościnność nie oznacza, że turyści – niezależnie od swojej narodowości – mogą robić tutaj wszystko, co im się podoba” – powiedział dziennikarzom w Bangkoku.

Minister zaznaczył, że władze nie mogą pozostawać bierne, jeśli działania zagranicznych gości szkodzą państwu lub jego mieszkańcom.

Ambasada Izraela reaguje

Na rosnącą krytykę zareagowała również izraelska ambasada.

Jej zastępca szefa misji Rami Teplitskiy przyznał w opublikowanym nagraniu, że placówka jest świadoma negatywnych nastrojów związanych z zachowaniem części izraelskich turystów.

Zapowiedział działania mające przypominać odwiedzającym o obowiązku przestrzegania tajskiego prawa, zwyczajów i lokalnej kultury.

Ambasador Fisher-Kamm zaproponowała również przygotowanie specjalnego przewodnika z zasadami dotyczącymi zachowania izraelskich turystów w Tajlandii. Był to jeden z postulatów zgłaszanych podczas protestu.

„Tajlandia nie jest na sprzedaż”

Choć bezpośrednim impulsem do demonstracji były lokalne problemy związane z turystyką i własnością ziemi, protest miał również wyraźny wymiar polityczny.

Część uczestników łączyła sytuację w Tajlandii z izraelskimi działaniami wobec Palestyńczyków i protestowała przeciwko wojnie w Strefie Gazy. Tym samym lokalna debata dotycząca turystyki, nieruchomości i przestrzegania prawa połączyła się z rosnącym sprzeciwem wobec polityki izraelskiego rządu.

Źródło: Quds News Network

Udostępnij: