Ultranacjonalistyczni Izraelczycy skandowali rasistowskie hasła podczas marszu przez okupowaną Wschodnią Jerozolimę

Tłumy ultranacjonalistycznych Izraelczyków zgromadziło się w czwartek przy Bramie Damasceńskiej w okupowanej Wschodniej Jerozolimie, skandując rasistowskie hasła takie jak „Śmierć Arabom” oraz „Niech wasze wioski płoną”. Następnie uczestnicy rozpoczęli coroczny marsz przez palestyńskie dzielnice Starego Miasta — wydarzenie od lat kojarzone z przemocą wobec Palestyńczyków.

W większości młodzi mężczyźni maszerowali pod ochroną izraelskiej policji. Funkcjonariusze odgrodzili część placu, aby umożliwić mediom bezpieczne relacjonowanie wydarzenia. Zwykle tętniący życiem palestyński targ we Wschodniej Jerozolimie był niemal pusty — wielu Palestyńczyków zabarykadowało się w domach, a sklepy zostały zamknięte z obawy przed atakami.

Marsz organizowany jest z okazji tzw. „Dnia Jerozolimy”, upamiętniającego zajęcie przez Izrael Wschodniej Jerozolimy, w tym Starego Miasta i miejsc świętych dla muzułmanów, chrześcijan i Żydów, podczas wojny w 1967 roku. Aneksja Wschodniej Jerozolimy nigdy nie została uznana przez społeczność międzynarodową, a terytorium to pozostaje uznawane za okupowane zgodnie z prawem międzynarodowym. Palestyńczycy chcą, by Wschodnia Jerozolima stała się stolicą przyszłego państwa palestyńskiego.

Marsz regularnie prowadzi do starć między izraelskimi nacjonalistami a palestyńskimi mieszkańcami miasta. W tym roku uczestnicy skandowali również „Mahomet nie żyje”, obrażając proroka islamu.

21-letni Yehonatan Sopher powiedział, że bierze udział w wydarzeniu od dzieciństwa i przyjechał do Jerozolimy wraz ze studentami religijnego seminarium z północy Izraela.

„Jerozolima jest jedną z najważniejszych rzeczy w naszej religii. To korzeń wszystkiego” — powiedział, bagatelizując rasistowskie hasła jako działania „małej mniejszości”.

Wcześniej tego samego dnia izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir przeprowadził kolejną prowokacyjną wizytę na terenie kompleksu meczetu Al-Aksa — trzeciego najświętszego miejsca islamu. Dla Żydów miejsce to znane jest jako Wzgórze Świątynne.

Ben Gvir pojawił się tam z izraelską flagą, śpiewając i ogłaszając, że „Wzgórze Świątynne jest w naszych rękach” — nawiązując do słów izraelskiego dowódcy z 1967 roku po zajęciu Wschodniej Jerozolimy.

Wizyta wywołała kolejne napięcia w mieście, które od lat pozostaje jednym z głównych punktów konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Cztery lata temu starcia między Palestyńczykami a izraelską policją na terenie Al-Aksy doprowadziły do 11-dniowej wojny między Izraelem a Hamasem.

Do przepychanek doszło jeszcze przed rozpoczęciem marszu, gdy grupy izraelskich nacjonalistów weszły do chrześcijańskiej dzielnicy Starego Miasta i natknęły się na Palestyńczyków. Obie strony rzucały w siebie krzesłami.

Na miejscu obecni byli również aktywiści organizacji Standing Together — izraelsko-palestyńskiej grupy działającej na rzecz współistnienia — którzy próbowali powstrzymać eskalację przemocy.

„Kiedy fizycznie stajemy między stronami, często ogranicza to przemoc, ponieważ osadnicy są mniej skłonni atakować, gdy obecni są inni Żydzi albo gdy dokumentujemy sytuację” — powiedział rzecznik organizacji Ori Shaham.

Inna grupa sprzeciwiająca się przemocy żydowskich ekstremistów — Tag Meir — zorganizowała tzw. „marsz kwiatów”, rozdając kwiaty palestyńskim sklepikarzom przed wcześniejszym zamknięciem sklepów.

Jerozolima pozostaje jednym z najbardziej zapalnych punktów konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Izrael uznaje całe miasto za swoją „wieczną i niepodzielną stolicę”, jednak społeczność międzynarodowa nie uznaje izraelskiej aneksji Wschodniej Jerozolimy.

Źródło: Boston Herald

Udostępnij:
Przejdź do treści