„To czego powinniśmy się nauczyć, to fakt, że czasami wojna istnieje w subtelnościach, a brak bezlitosnych bombardowań wcale nie oznacza braku wojny” – Mariam Barghouti
W połowie lutego izraelski rząd przyjął projekt umożliwiający rejestrację własności palestyńskich ziem na Zachodnim Brzegu, w strefie C, stanowiącej około 60% Zachodniego Brzegu i podlegającej kontroli Izraela. Ta decyzja, przeforsowana przez izraelską skrajną prawicę, mającą w tym wypadku twarz ministrów Bezalela Smotricza, Yariva Lewina czy Israela Katza, w dużej mierze oznacza próbę aneksji tych terenów. I jest kolejnym przykładem tego, w jak różny sposób może wyglądać współczesna wojna.
Według izraelskich mediów minister finansów Izraela Bezalel Smotrich powiedział, że ten krok jest kontynuacją „rewolucji osadniczej mającej na celu przejęcie kontroli nad wszystkimi naszymi ziemiami”. Decyzja ta jest najnowszym krokiem, z wielu rozszerzających izraelską kontrolę nad Zachodnim Brzegiem. W ostatnich miesiącach Izrael znacząco rozwinął budowę żydowskich osiedli, zalegalizował nieautoryzowane wcześniej placówki osadnicze oraz wprowadził istotne zmiany biurokratyczne wobec tego terytorium, aby wzmocnić swoją pozycję i osłabić Autonomię Palestyńską. 10 grudnia 2025 r. Izraelski Urząd ds. Ziemi (Israel Land Authority) ogłosił przetarg na budowę 3 401 mieszkań w rejonie E1, położonym na wschód od Jerozolimy na okupowanym Zachodnim Brzegu. Projekt ma na celu rozbudowę uznawanego przez społeczność międzynarodową za nielegalne osiedla Ma’ale Adumim oraz stworzenie ciągłości zabudowy ze Wschodnią Jerozolimą.
Realizacja planu mogłaby podzielić Zachodni Brzeg na dwie części i trwale przerwać ciągłość obszarów miejskich zamieszkanych przez Palestyńczyków między Ramallah, okupowaną Wschodnią Jerozolimą a Betlejem. Dodatkowo, w połączeniu z budową drogi obwodowej, której rozpoczęcie zapowiedziano na ten miesiąc, przedsięwzięcie może doprowadzić do przymusowego przesiedlenia palestyńskich społeczności mieszkających na tym terenie.
Najnowsza decyzja dotycząca rejestracji własności ziemi toruje drogę do wznowienia procesu uregulowania tytułów własności ziem, który był zamrożony na Zachodnim Brzegu od czasu wojny w 1967 roku. Oznacza to, że gdy Izrael rozpocznie proces rejestracji gruntów na danym obszarze, każda osoba roszcząca sobie prawo do ziemi będzie musiała przedstawić dokumenty potwierdzające własność. W okresie jordańskiej kontroli nad Zachodnim Brzegiem w latach 1949–1967 administracja w dużej mierze stosowała system własności ziemi, zgodnie z którym grunty były rejestrowane jako własność państwowa lub prywatna.
Jednak w ramach tego procesu formalnie zarejestrowano jedynie małą część terenu na Zachodnim Brzegu. Duża liczba Palestyńczyków mieszkających w regionie nie posiadała dokumentów ani innych środków pozwalających udowodnić własność swojej ziemi, mimo że mieszkają tam od pokoleń. Wielu z nich utraciło również dokumenty lub zostały one zniszczone podczas Nakby czy wojny arabsko-izraelskiej w 1967 roku, która doprowadziła do izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu.
Jak napisała Al Jazeera: „Władze izraelskie podały niewiele szczegółów na temat tego, jak proces będzie przebiegał, ale prawdopodobnie będzie obejmował przekazanie prawnej własności ziemi,(której własności nie będą mogli udowodnić mieszkający tam od dekad czy stuleci Palestyńczycy – przypis PJ) państwu izraelskiemu oraz wydawanie nakazów eksmisji wobec palestyńskich społeczności, tak jak miało to miejsce we wschodniej Jerozolimie w ostatnich latach”.
Hagit Ofran, dyrektorka programu Settlement Watch organizacji Peace Now, w rozmowie z mediami mówi, że w ten sposób Izrael może przejąć kontrolę nad ponad 80% strefy C czyli efektywnie połową Zachodniego Brzegu, a to oznacza przymusową migrację setek tysięcy Palestyńczyków.
Oprócz tego, 8 lutego izraelski gabinet bezpieczeństwa zatwierdził pakiet środków, które zwiększyłyby izraelską kontrolę cywilną w Obszarach A i B na Zachodnim Brzegu, które łącznie stanowią pozostałe ( oprócz strefy C której dotyczy rejestracja) około 40% tego terytorium.
Część tych uprawnień należy – zgodnie z Porozumieniami z Oslo z lat 90. – do kompetencji Autonomii Palestyńskiej, która miała sprawować pełną kontrolę nad strefą A i administrację cywilną w strefie B. Nowy pakiet zmieniłby prawo w taki sposób, aby umożliwić izraelskim władzom i osobom prywatnym nabywanie ziemi w Obszarach A i B. Jednak takie transakcje są często nielegalne na mocy prawa jordańskiego (które nadal obowiązuje na okupowanym terytorium) i uznawane są przez Autonomię Palestyńską za akty zdrady, karany surowo, z karą śmierci włącznie.
Zgodnie z prawem jordańskim, mającym zastosowanie na Zachodnim Brzegu od 1967 roku, sprzedaż ziemi osobom nie mającym statusu rezydentów w tym obszarze (w tym Izraelczykom) była ograniczona. A w świetle międzynarodowego prawa humanitarnego, umożliwienie zakupu ziemi Izraelczykom jest nielegalne, ponieważ Zachodni Brzeg uznany jest za terytorium okupowane: co do zasady przedstawiciele Państwa okupującego dany teren nie mogą nabywać terenów okupowanych ani zmienić ich własności.
Sformalizowanie okupacji
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) orzekł, że okupacja terytoriów palestyńskich jest nielegalna. W związku z tym nabywanie ziemi na tych obszarach jest zazwyczaj postrzegane jako część systematycznych działań mających na celu stałe przyłączenie tych terytoriów do Izraela, co czyni je niezgodnymi z międzynarodowymi standardami, nawet jeśli są umożliwiane przez izraelską politykę i prawo.
„To jeszcze bardziej utrwali kontrolę Izraela oraz integrację okupowanego Zachodniego Brzegu z Izraelem, umacniając bezprawną aneksję.” – miał określić działania wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka, Volker Turk.
Prezydencja Autonomii Palestyńskiej oświadczyła, że szereg najnowszych decyzji stanowi „de facto aneksję” Zachodniego Brzegu. Jest to potencjalnie sformalizowanie trwającego od kilku dekad procesu budowy osiedli na Zachodnim Brzegu z naruszeniem prawa międzynarodowego przez rejestrację własności osadników oraz odmowę rejestracji własności ziemi przez Palestyńczyków.
Decyzje te pozbawiają również Autonomię Palestyńską uprawnień w zakresie planowania przestrzennego i budownictwa w części Hebronu, w południowej części Zachodniego Brzegu, w tym w rejonie Meczetu Ibrahima – znanego Żydom jako Grota Patriarchów i będącego miejscem świętym dla islamu, judaizmu i chrześcijaństwa.
Izrael miałby także ustanowić kontrolę administracyjną nad innym miejscem świętym, Grobem Racheli w Betlejem, w celu przyspieszenia rozbudowy osiedli.
„To nie tylko narusza prawa Palestyńczyków do ziemi, ale także ich prawa kulturowe w odniesieniu do miejsc o szczególnym znaczeniu” – powiedział Volker Turk.
Izraelskim zmianom sprzeciwia się szereg państw na całym świecie.
„Zmiany mają szeroki zakres — obejmują przeklasyfikowanie palestyńskiej ziemi jako tzw. izraelskiej „ziemi państwowej”, przyspieszenie nielegalnej działalności osadniczej oraz dalsze umacnianie izraelskiej administracji” — głosi wspólne oświadczenie ministrów spraw zagranicznych opublikowane późnym wieczorem w poniedziałek 23 lutego przez tureckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, pod którym podpisały się też między innymi Katar, Egipt, Francja, Brazylia, Arabia Saudyjska, Autonomia Palestyńska oraz kilkanaście innych Państw i organizacji ponadnarodowych. Ponad 80 państw członkowskich ONZ (stan na luty 2026) wystosowało wspólne oświadczenie potępiające jednostronne działania Izraela zmierzające do zmiany struktury demograficznej, zawłaszczenia ziem i uzyskania trwałej kontroli nad Zachodnim Brzegiem.
Wszystkobójstwo
Obecne działania Izraela na Zachodnim Brzegu są dobrą okazją aby przypomnieć, że wojny i czystki etniczne nie zawsze polegają na otwartej eksterminacji czy bombardowaniu. Często jednak przesiedlenie jakiejś grupy, ustanowienie złego prawa czy uwięzienie jednego przywódcy może mieć dalej idące skutki niż zrzucenie kilku wielotonowych bomb na osiedla mieszkalne. Jednak często, aby zrozumieć istotę takich działań trzeba zastosować odpowiednie narzędzia pojęciowe.
Wiele osób ciągle ma opory wobec używania terminu „ludobójstwo”, wobec wojny w Palestynie. Mimo to, w mediach społecznościowych i raportach NGO pojawiają się podobne, często obcobrzmiące dla polskiego ucha określenia: ekobójstwo, miastobójstwo, domobójstwo, edukobójstwo i około tuzina innych. Istotą tych pojęć jest położenie nacisku na jakiś obszar życia, który jest kluczowy dla funkcjonowania danej wspólnoty i wskazaniu jak jest on sukcesywnie niszczony, także przez nie-brutalne metody. Taka terminologia przesuwa ciężar z faktycznego zabójstwa osoby fizycznej na zabójstwo jakiegoś abstrakcyjnego podmiotu – narodu, kultury, prawa, etc. Wbrew temu, co możemy czasami przeczytać, to nie wymysły współczesnej aktywistycznej lewicy, a terminy mające akademicki lub dziennikarski rodowód, często używane od dziesiątek lat i skupione na lepszym zrozumieniu piętna, jakie wojna odciska na społeczeństwach.
Mam jednak wrażenie, że mimo coraz szerszego użytku, w tym w social mediach, terminy te nie są często powszechne rozumiane. W ostatnich latach napisałem kilka tekstów o konkretnych ich aspektach – takich jak ekobójstwo, mediobójstwo czy medykobójstwo. Terminom tym poświęca też kilka stron Paweł Mościcki w swojej książce „Gaza, Kultura eksterminacji”. Warto zrozumieć te narzędzia myślenia o współczesnej wojnie, ponieważ faktycznie pozwalają dostrzec jej mniej oczywiste aspekty i skutki. Jak pisałem wcześniej, konkretne „bójstwa”, poprzez skupienie się na przedmiocie agresji, zazwyczaj dotykającej abstrakcyjnego, skonstruowanego przez człowieka pojęcia, (takiego jak naród, ekosystem, media, ochrona zdrowia) zamiast fizycznej osoby, służą do szukania podobieństw, schematów działania. Jeśli bowiem jako założenie analityczne przyjmiecie, że filtrem przez który patrzycie, jest wpływ na, powiedzmy, ochronę zdrowia w jakiejś grupie, to dostrzeżecie relacje między pozornie należących do innych porządków zdarzeniami: embargiem na wjazd określonych leków, zamknięciem szpitala, zabiciem lekarzy ograniczenia jej przedstawicielom dostępu do konkretnych specjalizacji medycznych czy utrudnieniu działania organizacji międzynarodowych. Jeśli skupicie się na mediach, zrozumiecie, ze częścią mediobójstwa jest zarówno fizyczne zabijanie palestyńskich dziennikarzy jak i kneblowanie ust mediom i NGOsom w Izraelu, które zajmują się przekazywaniem informacji o tym co dzieje się w Gazie, są częścią jednego procesu, skupionego zarówno na maskowaniu trwającej masakry jak i odebraniu Palestyńczykom swojego głosu. Równocześnie zarówno media jak i ochrona zdrowia są kluczowe dla działania zdrowej funkcjonującej wspólnoty politycznej, zniszczenie któregoś z tych sektorów, nieodmiennie przełoży się na inne sfery życia, docelowo tworząc dane miejsce czy wspólnotę niezdatnymi do życia. Wszystkie te małe „bójstwa”, składają się na jeden wielki, kompleksowy proces zniszczenia jakiejś wspólnoty, totalne „wszystkobójstwo”. Kiedy naukowcy i publicyści tworzą kolejny termin z sufiksem -cide/bójstwo, może się on początkowo wydawać zbędny, jednak pytanie „co jeszcze można zabić?” albo „co jeszcze może być przedmiotem -bójstwa” okazuje się więc pytaniem o to, jakie warunki są niezbędne do trwania wspólnoty. Współczesna terminologia z przyrostkiem „-cide” stanowi próbę nazwania tych warunków i pokazania, że przemoc może polegać na ich systematycznym podkopywaniu – nawet jeśli nie zawsze przybiera postać bezpośredniego aktu zabójstwa.
Konsekwencje nowych przepisów o rejestracji ziemi w strefie C przyczynią się do długoterminowej szkody dla Palestyńczyków, ale będą mniej widoczne niż zabicie jednej osoby. Kilka przepisów czy złożonych ustaw, wymagających znajomości kontekstu do zrozumienia ich konsekwencji nie poruszą tysięcy ludzi na świecie, nie popchną ich do wyjścia na ulicę. Zmiany regulacji o rejestracji ziemi przykują uwagę NGOsów, polityków i dziennikarzy, ale nikt nie będzie z ich powodu zrywał bruku z ulic i oblewał farbą ambasad. Jednak, tak jak czysta przemoc, działanie to jest częścią tego samego procesu czystki etnicznej czy etnobójstwa.
Historia uczy
Dla polskich patriotów, którzy z niechęcią patrzą na nowoczesne narzędzia narracyjne, służące ostatnio głównie mówieniu o narodach takich jak Ukraińcy, Palestyńczycy czy Żydzi, przypominam z „bójstw”, jest też przydatnym narzędziem w myśleniu o naszej własnej historii. Takie identicide, czyli zabijanie tożsamości albo scholasticide (edubójstwo) jest nowoczesnym i dużo szerszym dyskursem o tym, co w naszej edukacji szkolnej określano jako wynaradawianie. Pamiętacie to na pewno z lekcji historii czy polskiego, te wszystkie przykłady celowego tłumienia polskiej edukacji, języka i kultury, dzieci z Wrześni, wóz Drzymały, ustawa kagańcowa. W zaborze pruskim wprowadzano niemieckojęzyczne szkoły i likwidowano polskie; w zaborze rosyjskim zamykano szkoły i uniwersytety, ograniczano nauczanie języka polskiego; podczas okupacji niemieckiej w latach 1939–1945 zamknięto polskie szkoły średnie i wyższe, a nauczycieli i profesorów masowo aresztowano lub mordowano, w tym w tzw. Intelligenzaktion. Celem tych działań było wyeliminowanie polskiej elity i osłabienie narodowej tożsamości poprzez kontrolę nad edukacją.
Biorąc pod uwagę bliskość i wszechobecność konfliktów zbrojnych oraz narastającą ingerencję państw i korporacji w nasze życia w trzeciej dekadzie XXI wieku, narzędzia pozwalające nam lepiej analizować ich skutki, dynamikę i logikę, będą nam, niestety, potrzebne do lepszego zrozumienia świata. Analizy sektorowe, tematyczne, jakimi są dyskursy o kolejnych „bójstwach”, są wciąż jednymi z najbardziej przystępnych, jakie mamy. To często nieostry, ale funkcjonalny pomost pojęciowy między światem akademii, środowiskiem eksperckim a resztą społeczeństwa. Jestem pewien, że w najbliższych latach zobaczymy zarówno wzrost popularności tych pojęć jak i ustabilizowanie się ich definicji.
KALENDARZ 
