Izrael kontra barbarzyńcy

Po półrocznym pomrukiwaniu o ludobójstwie w Strefie Gazy, po dyplomatycznych fikołkach usprawiedliwiających inwazję Izraela na ludność cywilną w Palestynie, polskie media i politycy w końcu odnaleźli w swoich słownikach odpowiednie słowa i mocniejsze sformułowania. Musiał ofiarę ponieść Polak, aby w naszym kraju dać powszechne przyzwolenie na krytykę Izraela. Dlaczego?

Dla porządku, podsumujmy ostatnie wydarzenia. 1 kwietnia w Strefie Gazy został ostrzelany przez izraelską armię konwój, w którym jechali wolontariusze World Central Kitchen. Zginęło wszystkich siedmiu członków organizacji, w tym polski obywatel, przemyślanin Damian Soból. 3 kwietnia ambasador Izraela w Polsce Jakow Liwne udzielił wywiadu Robertowi Mazurkowi w Kanale Zero. Postawa ambasadora podczas rozmowy i brak przeprosin z jego strony wywołały oburzenie wśród naszego narodu. Ten ciąg zdarzeń spowodował zwiększenie świadomości i wrażliwości Polaków na to, co dzieje się w Palestynie, a także zmianę w postrzeganiu samego Izraela jako państwa broniącego się przed terrorystami. Chyba wszyscy Palestyńczycy mieszkający w naszym kraju, a także propalestyńscy Polacy zaangażowani (czy emocjonalnie, czy poprzez działalność aktywistyczną) czekali na ten moment – zwrócenia oczu w kierunku Palestyńczyków, wzmożonej aktywności mainstreamowych mediów. Mam nadzieję, że ten klikbajtowy temat zostanie przekuty w konsekwentne działania na rzecz pomocy ofiarom w Strefie Gazy i na zmianę polityki polskiego rządu względem Izraela. Dlatego też nie chcę ostudzać swoim tekstem zapału. Zostawię tylko Wam, Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, niewielką refleksję do przemyślenia na później.

Pomijając obrzydliwą postawę ambasadora podczas wywiadu, butę, arogancję i brak szacunku, zatrzymało mnie w tym wywiadzie coś jeszcze. Mogło to z łatwością umknąć, bo przecież Liwne wywołał chyba u każdego tak silne emocje, że niuanse i pojedyncze słowa po ponad godzinnym występie pogardliwej dyplomacji nie były już zauważalne. Chodzi o drugą połowę rozmowy, a dokładnie o fragment zaczynający się 1:40:46, kiedy to ambasador ujawnia swoje przeświadczenie o wyższości państwa Izrael nad światem arabskim. Byłam błędnie przekonana, że wizja europejskiego kraju na Bliskim Wschodzie i wyższości moralnej opisywane są tylko w analizach naukowych (pisali o tym Amnon Raz-Krakotzkin, Daniel Bar-Tal i Yona Teichmana, a na gruncie polskiej nauki Monika Bobako), okazuje się jednak, że dyplomata izraelski czuje się na tyle swobodnie, by stwierdzić, że państwo Izrael jest reprezentantem cywilizacji zachodniej na Bliskim Wschodzie, wprost nazywając kraje i ludność arabską – barbarzyńcami. Co ciekawe dla tych rozważań, redaktor Mazurek na to stwierdzenie wtóruje ambasadorowi. To jest ten moment, w którym radują się obydwaj, że w końcu w czymś się zgadzają. Dla mnie ten fragment rozmowy jest symboliczny, bo pokazuje, jak głęboko zakorzeniona jest postkolonialna myśl w naszej podświadomości.

Zatem skąd w polskim narodzie znalazło się kolonialne ziarno? Badacze nazywają to działaniem hegemona zastępczego. Zachód dla Polski w obliczu sowieckiej okupacji był takim hegemonem zastępczym: „był dla skolonizowanej populacji ideą, która pełniła terapeutyczną funkcję nietzscheańskiej »koniecznej fikcji«: wytwarzała poczucie alternatywnej afiliacji, konkurencyjnej wobec tej narzuconej realiami geopolityki, a skupionej na obiekcie rzeczywistego pożądania”[1]. Audrius Beinorius zadaje pytanie: „Czy w epoce postkolonialnej jest w ogóle możliwe wyzwolenie się z poznawczej przemocy kolonializmu?”[2]. Podczas próby odpowiedzi podaje za przykład chociażby publikację Edwarda Saida Orientalizm: Zachodnie koncepcje Orientu (Orientalism: Western Conceptions of the Orient), który „[…] w krytyczny sposób ocenił zachodnie koncepcje i wschodnie postawy, dzięki którym orientalistyczny dyskurs legitymizował kolonialną agresję oraz polityczną i kulturalną wyższość Zachodu”[3]. Według mnie wypowiedź i postawa ambasadora Izraela, a jednocześnie wtórowanie redaktora Mazurka zdaniu „Izrael jest reprezentantem cywilizacji zachodniej wśród barbarzyńców na Bliskim Wschodzie” są przykładami kolonialnego patrzenia na świat arabski. Samo przyzwolenie na wypowiadanie w sferze publicznej i oficjalnej (mamy tu przecież do czynienia z dyplomatą) rasistowskich określeń „barbarzyńcy”, stawiania cywilizacji zachodniej nad światem arabskim są związane ze zjawiskiem nazwanym przez Monikę Bobako jako negatywne sprzężenie zwrotne, które „przenosi konflikt ze sfery politycznej w sferę tego, co można nazwać antropologią moralną, a tym samym przekształca ją w rasizm. Sprzężenie to uwidacznia się bowiem tam, gdzie zatarciu ulegają granice między językiem antagonizmu politycznego i językiem rasistowskiego odpodmiotowienia, który odmawia pewnej grupie statusu równoprawnych podmiotów moralnych i zamyka ją w odrębnej, niższej kategorii antropologicznej”[4]. Gdzie w tej skomplikowanej paradoksalnej układance stoi Polska? Chciałabym na przykładzie opóźnionej reakcji polskich mediów zwrócić uwagę na pogłębiony problem związany ze zniekształconym obrazem świata arabskiego, a tym samym idealistycznym obrazem Izraela, który stawiany jest jako przeciwieństwo „barbarzyńskich terrorystów”, jest „państwem zachodnim na Wschodzie”. Po obaleniu komunizmu przyjęliśmy hegemona zastępczego z całym dobrodziejstwem inwentarza, w tym kolonialną optykę. Dlatego Mazurek – mimo celności pytań, doskonałej niestrudzonej postawy polskiego dziennikarza, broniącego honoru swojego narodu – był równocześnie zdziwiony, zszokowany bezczelnością Izraela reprezentowanego w postawie i wypowiedziach swojego gościa, ambasadora.

Reakcja polskich celebrytów, elit i dziennikarzy na zamordowanie Polaka przez izraelską armię, a także na bufonadę i pogardę reprezentanta Izraela wobec polskiego narodu jest przełomowym krokiem w postrzeganiu „konfliktu” izraelsko-palestyńskiego, a także przełomowym krokiem dla relacji izraelsko-polskich. Niemniej trzeba wziąć pod uwagę, że jest to jednocześnie mały krok w obliczu głęboko zakorzenionej kolonialnej wizji świata, której nie stworzyła Polska, co do tego nie ma wątpliwości, choć stała się tej idei ofiarą.

Sytuacja, której jesteśmy świadkami od kilku dni – oprócz realnego wpływu na szerzenie wiedzy o prawdziwych działaniach i intencjach Izraela, oprócz pogłębiania świadomości wśród społeczeństwa, jest też dobrą okazją do obserwacji. Co ona nam mówi o nas samych? Na pewno to, że Polacy są dumnym narodem, który w przeciwieństwie do polityków i władz, nie pozwoli sobie na pouczanie i brak szacunku, a z pewnością na zabijanie rodaków; ale także że jesteśmy uwikłani w cudzą optykę i patrzenie na świat. Cudzą znaczy kolonialną.

W wyobraźni Europejczyków Azja reprezentuje coś, co jest dalekie, niepoznane
i straszne. Gdy siły kolonialne zaczęły utożsamiać się z porządkiem, racjonalnością
i mocą, wtedy kolonizowany Wschód zaczął być postrzegany jako chaotyczny, irracjonalny i osłabiony. Mówiąc terminami psychologicznymi, Wschód stał się szyfrem podświadomości Zachodu i przechowalnią wszystkiego, co jest ciemne, niepoznane, kobiece, zmysłowe, skazane na zagładę.
Stephen Batchelor[5]

[1] Dariusz Skórczewski, Hegemon jako idol: propozycja teoretyczna, w: „Porównania” 19, t. XIX, 2016, s. 58–69.

[2] Audrius Beinorius, Orientalizmas ir pokolonijinis diskursas: kelios metodologinės problemos. „Kultūrologija”, T. 12 „Rytai – Vakarai: komparatyvistinės studijos” IV T., KFMI, 2007, pp. 59–72.

[3] Tamże.

[4] Zob. Monika Bobako, Węzeł palestyński. „nowy antysemityzm”, islamofobia i pytanie o nie-islamofobiczną Europę, w: „Praktyka Teoretyczna”, nr 4 (26), 2017; taż, Islamofobia jako technologia władzy. Studium z antropologii politycznej, Universitas, Kraków 2017.

[5] Stephen Batchelor, The Awakening of the West: The Ecounter of Buddhism and Western Culture, Londyn 1994, s. 234.

Udostępnij:
Aya Al Azab
Aya Al Azab

Aya Al Azab – dziennikarka muzyczna o polsko-jordańskich korzeniach. Z wykształcenia muzykolożka i edytorka. Interesuje się muzyką arabską i afroamerykańską. Jej dewiza to makluba tylko z bakłażanem, a molokhia z cytryną!

Artykuły: 5
Przejdź do treści