Niemiecki Bundesrat poparł projekt ustawy, który ma umożliwić karanie osób publicznie negujących „prawo Izraela do istnienia” lub wzywających do likwidacji państwa Izrael. Jeśli przepisy przejdą przez Bundestag, Niemcy mogą stać się pierwszym państwem w Europie, które wprowadzi tak szczególną ochronę prawną jednego państwa. Jednocześnie Berlin nadal odmawia uznania państwa palestyńskiego, uznając, że powinno to nastąpić dopiero na końcu procesu politycznego.
Projekt został przyjęty przez Bundesrat, czyli izbę reprezentującą niemieckie landy, 10 lipca. Nie oznacza to jeszcze, że nowe prawo weszło w życie. Teraz dokument trafi do rządu federalnego, który ma przedstawić stanowisko, a następnie do Bundestagu. Dopiero po ewentualnym przyjęciu przez izbę niższą i kolejnych formalnych etapach ustawa mogłaby stać się częścią niemieckiego prawa karnego.
Zgodnie z projektem karane miałoby być publiczne negowanie prawa Izraela do istnienia lub wzywanie do jego likwidacji. Sankcja obejmowałaby grzywnę albo karę więzienia do pięciu lat. Przepis ma jednak działać tylko wtedy, gdy dana wypowiedź jest uznana za sprzyjającą gotowości do antysemickiej przemocy lub arbitralnych działań przeciwko Żydom.
Inicjatywa wyszła z Hesji, rządzonej przez chadecką CDU. Premier landu Boris Rhein stwierdził, że ochrona żydowskiego życia jest czymś więcej niż deklaracją i stanowi część niemieckiej racji stanu. „Kto neguje prawo Izraela do istnienia, atakuje życie żydowskie. Kto atakuje życie żydowskie, atakuje nasz wolnościowy porządek” – powiedział Rhein po głosowaniu Bundesratu.
Heski minister sprawiedliwości Christian Heinz również przedstawił ustawę jako przełom. Według niego po raz pierwszy w historii Republiki Federalnej Niemiec większość uzyskał projekt, który penalizuje negowanie prawa Izraela do istnienia. Heinz podkreślił, że jest to sygnał dla Żydów w Niemczech: państwo nie odwraca wzroku i stoi po ich stronie.
Rząd Hesji twierdzi, że obecne przepisy są niewystarczające. Dziś podobne wypowiedzi mogą być ścigane tylko w określonych sytuacjach, na przykład gdy zawierają pochwałę przestępstw albo są uznane za przejęcie haseł organizacji takich jak Hamas. Według autorów projektu obejmuje to jednak tylko część przypadków, a sprawcy często próbują ukrywać antysemicki charakter wypowiedzi.
W praktyce projekt jest wymierzony między innymi w propalestyńskie hasła obecne na demonstracjach. ZDF podaje, że w uzasadnieniu pojawiają się przykłady takie jak „From the River to the Sea, Palestine will be free” czy „We don’t want no two-state, we want 48”. Problemem mogą stać się również mapy pokazujące Palestynę w granicach obejmujących dzisiejszy Izrael, Strefę Gazy i okupowany Zachodni Brzeg, jeśli zostaną uznane za negowanie istnienia Izraela.
To właśnie ten element wywołuje największe kontrowersje. Krytycy ostrzegają, że projekt może uderzyć nie tylko w antysemickie nawoływanie do przemocy, ale także w polityczne wypowiedzi dotyczące Palestyny, syjonizmu, kolonializmu osadniczego i przyszłego kształtu państwowości w regionie. Organizacje propalestyńskie od dawna zarzucają Niemcom, że pod hasłem walki z antysemityzmem coraz mocniej ograniczają solidarność z Palestyńczykami, w tym demonstracje, wydarzenia publiczne i działalność aktywistyczną.
Zastrzeżenia mają także prawnicy konstytucyjni. ZDF wskazuje, że nowy przepis byłby ingerencją w wolność słowa, a niemieckie prawo pozwala ograniczać wypowiedzi tylko przez ogólne ustawy, które nie zakazują jednej konkretnej opinii. Legal Tribune Online pisze jeszcze ostrzej: wielu prawników uważa projekt za prawdopodobnie niezgodny z konstytucją, bo tworzyłby szczególne prawo chroniące jeden konkretny państwowy byt polityczny.
Eksperci zwracają też uwagę na problem pojęciowy. LTO podkreśla, że prawo międzynarodowe nie operuje kategorią „prawa państwa do istnienia” w taki sposób, w jaki używa jej projekt. W ocenie krytyków hasła takie jak „From the River to the Sea” są wypowiedziami politycznymi, a nie twierdzeniami o faktach, dlatego trudno mówić o ich „negowaniu” w sensie prawnokarnym. Może to prowadzić do niejasności i naruszenia konstytucyjnej zasady określoności prawa karnego.
Hesja broni projektu, powołując się na niemiecką pamięć o Holokauście i tzw. Staatsräson, czyli zasadę, według której bezpieczeństwo Izraela jest elementem niemieckiej racji stanu. Władze landu odwołują się do orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego z 2009 roku w sprawie Wunsiedel, które dopuściło szczególne ograniczenia wolności słowa w kontekście pochwały nazizmu. Krytycy odpowiadają jednak, że przenoszenie tej logiki na współczesne wypowiedzi o państwie Izrael jest prawnie wątpliwe.
Cała sprawa jest szczególnie politycznie naładowana, bo Niemcy chcą wzmacniać prawną ochronę Izraela w momencie, gdy nadal nie uznają państwa palestyńskiego. Berlin od lat powtarza, że popiera rozwiązanie dwupaństwowe, ale uznanie Palestyny traktuje jako krok „raczej na końcu procesu”, a nie jako natychmiastową decyzję polityczną. Takie stanowisko przedstawiło niemieckie MSZ przed wizytą ministra Johanna Wadephula w Izraelu i na terytoriach palestyńskich.
Quds News Network wskazuje, że kontrast jest uderzający: Niemcy chcą karać za negowanie prawa Izraela do istnienia, ale jednocześnie odmawiają analogicznego politycznego uznania Palestyńczyków jako narodu mającego własne państwo. Według palestyńskich krytyków Berlin buduje w ten sposób asymetrię: izraelska państwowość ma być chroniona prawem karnym, podczas gdy palestyńska państwowość pozostaje odkładana na nieokreśloną przyszłość.
Projekt idzie także pod prąd coraz wyraźniejszej debaty w Unii Europejskiej. W Brukseli ministrowie spraw zagranicznych UE rozmawiali właśnie o możliwych ograniczeniach handlu z nielegalnymi izraelskimi osiedlami na okupowanym Zachodnim Brzegu. Komisja Europejska przedstawiła kilka wariantów: system licencji importowych, cła zaporowe albo pełny zakaz importu produktów z osiedli. Reuters podaje, że najwięcej poparcia uzyskał pełny zakaz, choć państwa członkowskie nadal są podzielone.
Irlandia poszła dalej niż większość państw UE i przyjęła przepisy zakazujące importu towarów z izraelskich osiedli na okupowanych terytoriach palestyńskich. Tymczasem Niemcy, choć w ostatnich miesiącach sygnalizowały większy dystans wobec części działań izraelskiego rządu, nadal pozostają jednym z najważniejszych europejskich obrońców Izraela na poziomie politycznym i prawnym.
Kontekst tej debaty wykracza poza samą ustawę. Niemcy były jednym z najważniejszych dostawców broni dla Izraela po 7 października 2023 roku. Reuters podawał, że Berlin zatwierdził licencje eksportowe o wartości 485 mln euro od początku wojny do maja 2025 roku, a Niemcy były drugim po USA dostawcą uzbrojenia dla Izraela.
Jednocześnie izraelska wojna ludobójcza w Gazie coraz mocniej podważa dotychczasowy niemiecki konsensus. Sondaże przywoływane przez Reutersa wskazywały, że większość Niemców chciała surowszej kontroli eksportu broni do Izraela, a znacząca część społeczeństwa uważała reakcję izraelskiego wojska w Gazie za nadmierną. Mimo to klasa polityczna w Berlinie długo utrzymywała, że szczególna odpowiedzialność Niemiec po Holokauście wymaga wyjątkowego traktowania Izraela.
Projekt Bundesratu pokazuje, że ta logika nie słabnie, lecz wchodzi w nową fazę. Niemcy nie tylko politycznie wspierają Izrael, ale chcą też wpisać ochronę jego „prawa do istnienia” do prawa karnego. Dla syjonistów jest to narzędzie walki z tzw. „antysemityzmem”. Dla krytyków – niebezpieczny krok w stronę kryminalizacji propalestyńskiej wypowiedzi politycznej, zwłaszcza w kraju, który odmawia uznania Palestyny i od lat represyjnie traktuje część aktywizmu na rzecz Palestyńczyków.
Jeśli Bundestag przyjmie projekt, Niemcy stworzą precedens o ogromnym znaczeniu. Granica między zwalczaniem antysemickiej przemocy a karaniem radykalnej krytyki syjonizmu, izraelskiej państwowości i kolonialnego systemu okupacji może stać się jeszcze bardziej płynna. A w praktyce największy ciężar tej zmiany poniosą prawdopodobnie Palestyńczycy, ich zwolennicy i wszystkie środowiska, które próbują mówić o Palestynie językiem praw politycznych, dekolonizacji i sprawiedliwości, a nie wyłącznie językiem dopuszczonym przez niemiecką rację stanu.
Źródło: Quds News Network
KALENDARZ 
