Czy Izrael zastosował dyrektywę Hannibala po ataku Hamasu z 7 października?

7 października 2023 r. świat obiegła wiadomość o ataku członków Hamasu na terytorium Izraela. Już tego dnia na łamach „Times of Israel” podano, że w ataku tym zginęło co najmniej 300 osób, a 1590 zostało rannych. Dwa dni później (już po rozpoczęciu „ataku odwetowego” przez siły izraelskie) BBC podała, że liczba ofiar w Izraelu przekroczyła 700 osób. Już wówczas (między 7 a 9 października) liczba ofiar wśród Palestyńczyków w Strefie Gazy sięgnęła ponad 400. (Times of Israel, BBC)
Liczba ofiar po stronie izraelskiej w kolejnych dniach podwoiła się i różne źródła podawały liczbę około 1400 osób. Agencja Reuters informowała wtedy, że w procesie identyfikacji ofiar pomagali izraelscy archeolodzy, którym udało się „zidentyfikować 10 ofiar, natomiast około 25 osób nadal nie zidentyfikowano”. Po pięciu tygodniach od ataku Hamasu Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela podało jednak, że liczba ofiar spadła z 1400 do 1200. Okazało się bowiem, że wśród ciał znaleziono 200 zwęglonych zwłok należących do członków Hamasu. Izraelski rząd oświadczył także, że w trakcie „ataku i izraelskiej reakcji siły bezpieczeństwa zabiły ok. 1500 terrorystów”. Według izraelskich danych z 1200 osób 373 to pracownicy i pracownice izraelskich służb państwowych – policji, straży, służby bezpieczeństwa i armii. (Reuters, Times of Israel, Times of India, France24)
Skąd zatem tak wysoka liczba ofiar w Izraelu? Czy odpowiadają za nią wyłącznie działania Hamasu? A może zawinił również sposób prowadzenia izraelskiego kontrataku? Być może odpowiedź na to pytanie wiąże się z tzw. „dyrektywą Hannibala”, obowiązującą izraelską armię od 1986 r. Zakłada ona, że porwanie izraelskiego żołnierza każdorazowo wiąże się z podjęciem próby jego odbicia za wszelką cenę, nawet jeśli skutkuje to wyrządzeniem szkody porwanemu. Niektórzy zwolennicy dyrektywy początkowo utrzymywali, że „lepszy żołnierz martwy niż porwany”. (Jerusalem Post)
Już niecałe cztery tygodnie po atakach Hamasu można było podejrzewać, że zastosowano tę dyrektywę. Brytyjski dziennik „Guardian” pisał o zabitym w Gazie podpułkowniku armii izraelskiej Salmanie Habace, który 7 października „pospieszył ze swoimi żołnierzami do Be’eri dwoma czołgami, atakując członków Hamasu w domach, w których się ukrywali”. Według Habaki pierwsze pytanie, które sobie zadawali, dotyczyło kwestii obecności zakładników w tychże domach, jednak „po wstępnym sprawdzeniu” decydowali się celować pocisk w stronę budynku, a następnie „chodzić od domu do domu, żeby uwolnić zakładników”. (Guardian)
Według niektórych źródeł, w tym przecieku z izraelskiej policji, część osób na festiwalu Nova 7 października zginęła w wyniku tzw. bratobójczego ognia z rąk armii izraelskiej, a według magazynu „Yedioth Ahronoth” armia izraelska miała trudności z rozróżnieniem Izraelczyków od członków Hamasu. (Haaretz, Ynet)
Tovela Escapa, jedna z ocalałych w kibucu Be’eri powiedziała nawet do Simcha Rothmana (członka Knesetu, który przyjechał odwiedzić ocalałych w kibucu): „Spójrz mi w oczy, jak śmiecie tu przychodzić. Masz krew na rękach, to twoja wina i wszystkich twoich przyjaciół. […] Zamordowaliście tu zbyt wielu ludzi”. (Haaretz)
Kilka dni temu kapitan Bar Zonshein udzielił wywiadu izraelskiej stacji Channel 12, w którym wspomina, jak 7 października strzelał pociskami czołgowymi do pojazdów prawdopodobnie przewożących Izraelczyków. Według niego armia zidentyfikowała dwa pojazdy, na których „stało dużo ludzi i leżał stos osób. Nie wiem, czy były to zwłoki, czy żywi ludzie… Postanowiłem zaatakować te pojazdy. […] Ponieważ przeczucie podpowiadało mi, że oni mogą tam być”. W dalszej części rozmowy po naciskach dziennikarza sugerujących, że żołnierz prawdopodobnie zabił swoich współtowarzyszy broni, Zonshein stwierdza: „Zdecydowałem, że to postępowanie jest słuszne, że lepiej jest powstrzymać uprowadzenia, niż pozwolić, żeby zostali zakładnikami”. (Mondoweiss)
W mediach pojawiły się także wcześniej zdjęcia przedstawiające zniszczone samochody zaparkowane na festiwalu. Pojazdy te zdecydowano się „pochować” przez „szacunek dla zamordowanych przez Hamas”. Na części samochodów znajdują się ślady krwi i prochy, które ponoć są „z przyczyn technicznych trudne do pobrania”. Samochodowy „pochówek” ma miejsce „po raz pierwszy od powstania państwa Izrael”. Za tą propozycją stoi ZAKA – „jednostka reagowania kryzysowego w Izraelu, służąca w ponad 21 miastach w całym kraju, w której działają tysiące wolontariuszy, uznawana za cywilne przedłużenie izraelskich służb ratunkowych”. Rzecznik organizacji chciał być „przyjazny środowisku” i „zmaksymalizować efektywność wykorzystania przestrzeni”, dlatego też twierdził, że samochody przed „pochówkiem” mogą zostać pocięte na kawałki. (Jerusalem Post)
Nie wiadomo więc, czy miała miejsce próba niszczenia dowodów w nieco ponad miesiąc po atakach 7 października. Wiadomo jednak, że organizacja ZAKA nie jest wiarygodnym źródłem informacji. Została ona założona pod koniec lat 90. przez Yehudę Meshi-Zahava, który wcześniej był przywódcą Keshet – ultraortodoksyjnej żydowskiej grupy terrorystycznej, która w ramach sprzeciwu wobec wykopalisk archeologicznych i przeprowadzania sekcji zwłok atakowała patologów sądowych i archeologów: między innymi podkładała materiały wybuchowe, rozdawała dzieciom listy z pociskami, które miały zostać przekazane lekarzom, czy – podając się za hydraulików – zatruwała wodę pitną środkami przeczyszczającymi. Metody działania ugrupowania opisuje w swojej książce sam Meshi-Zahav. (Ynet)
Meshi-Zahav w 2021 r. odebrał sobie życie po oskarżeniach dotyczących kilkudziesięciu przypadków gwałtu i napaści na tle seksualnym. Od samego początku organizacja ta jest przedmiotem nieustannej krytyki, dochodzeń i żądań jej rozwiązania. To właśnie ZAKA jest w dużej mierze odpowiedzialna za oskarżanie członków Hamasu o masowe przestępstwa na tle seksualnym. Zeznania przekazane mediom przez wolontariuszy organizacji – samych mężczyzn – opierają się na ich własnej interpretacji materiałów dowodowych z miejsca zdarzenia (do której nie mają odpowiednich kwalifikacji medycznych) i nie zawierają istotnych szczegółów, takich jak lokalizacja, wiek ofiar, czy przedział czasowy. (Mondoweiss)
Więcej na temat samej „dyrektywy Hannibala” opowiada film dokumentalny Al Dżaziry z 2015 r., zawierający wywiady z byłymi izraelskimi żołnierzami, rezerwistami i cywilami. Film jest dostępny z napisami po angielsku i można go obejrzeć tutaj.