Gaza dotknięta niedoborami żywności i gwałtownymi podwyżkami cen po zamknięciu przejść przez Izrael

Mieszkańcy Strefy Gazy obawiają się powrotu głodu po tym, jak Izrael zamknął przejścia graniczne do enklawy. Decyzja zapadła wkrótce po rozpoczęciu w ubiegłym tygodniu wojny USA i Izraela z Iranem.

W gęsto zaludnionej Gazie szybko wybuchła panika. Palestyńczycy ruszyli na targi, próbując zgromadzić zapasy podstawowych produktów. Ceny natychmiast zaczęły rosnąć, a na półkach zaczęło brakować wielu artykułów, zwłaszcza warzyw.

Strefa Gazy jest niemal całkowicie uzależniona od przejść granicznych, przez które dociera żywność i inne niezbędne towary. Każde ich nagłe zamknięcie natychmiast odbija się na lokalnych rynkach i domowych budżetach.

Dla Ibrahima Madoukha, ojca ośmiorga dzieci z dzielnicy al-Sahaba w Gazie, wzrost cen już uderzył w utrzymanie jego rodziny.

Od czasu październikowego zawieszenia broni Madoukh utrzymuje rodzinę, sprzedając falafel z niewielkiego straganu. Popyt był dotąd stabilny, głównie dlatego, że utrzymywał bardzo niskie ceny.

Rosnące koszty składników zmusiły go jednak do podwyżek, a klienci – już wcześniej zmagający się z biedą – kupują coraz mniej.

„Sytuacja gospodarcza w Gazie pogarsza się od czasu wojny” – mówi Madoukh.
„Wielu ludzi nie stać już na to, co jest dostępne na rynku”.

Gdy usłyszał o zamknięciu przejść, pobiegł na targ, by zrobić zapasy. Zastał tam tłumy mieszkańców robiących dokładnie to samo.

Podwyżki były natychmiastowe i drastyczne. Kilogram cebuli, który wcześniej kosztował trzy szekle (około 1 dolara), dziś kosztuje 15 szekli (około 5 dolarów). Olej do gotowania podrożał z 5 do 13 szekli, a cena pietruszki wzrosła aż ośmiokrotnie.

„Handlarze mówią, że ceny rosną, bo przejścia są zamknięte, a zapasy się kończą” – tłumaczy.

Madoukh musiał już zmienić ceny swoich falafeli – zamiast dwóch sztuk za jednego szekla sprzedaje jedną sztukę za dwa.

Mimo to wielu rodzin nadal na nie nie stać.

„Zanim zamknięto przejścia, zdarzało się, że przesiedlone dzieci przychodziły do mojego straganu i prosiły o falafela, bo były głodne i nie miały pieniędzy” – mówi.
„Dawałem im jedzenie za darmo. Teraz już nie mogę. I tak już tracę pieniądze”.

Obawia się, że wkrótce będzie musiał zamknąć swój stragan, jeśli ceny dalej będą rosły albo składniki znikną z rynku.

„Mam zapasy najwyżej na tydzień” – mówi.

„Jeśli sytuacja się nie zmieni, możemy znów stanąć w obliczu głodu, którego już wcześniej doświadczyliśmy”.

Źródło: Middle East Eye

Udostępnij:
Przejdź do treści