Stracili dziesiątki i setki bliskich. O palestyńskich hamulach

Kiedy przygotowywałem artykuły o zawiadomieniu w sprawie ludobójstwa składanym przez polskich Palestyńczyków, zauważyłem, że jedna informacja wzbudzała konieczność wyjaśnień i konsternacje redakcji czy czytelników: fakt, że zawiadamiający mówili o dziesiątkach, a nawet setkach zabitych członków rodzin. Rozwiązaniem są różnice kulturowe i odmienny  od naszego model budowania więzi społecznych w Palestynie.


25 maja, we wrocławskiej prokuraturze, polscy obywatele narodowości palestyńskiej – Amjad Agha i Ahmed Elsaftawy – złożyli zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełniania przez Izrael ludobójstwa i zbrodni wojennych. Jedną z rzeczy, które przykuły uwagę w materiałach prasowych dotyczących zawiadomienia był fakt, że Ahmed podał, że stracił 34 członków swojej rodziny, a Amjad 231. Dla wielu Polaków to niewyobrażalne liczby, czasami wzbudzające podejrzliwość. Czy aby te osoby nie przesadzają albo nie podają fałszywych danych?

Zakładam, że często takie niedowierzanie wynikało nie ze złej woli (bo przecież trzeba być okrutną osobą, aby szydzić albo umniejszać słowom kogoś, kto stracił wielu bliskich), ale z różnic kulturowych. Rozumiem je dobrze: w Polsce żyjemy w małych nuklearnych rodzinach, które w ostatnich dekadach, przez m.in. zmianę stosunku do rozwodów, starzejące się społeczeństwo, mniejszą liczbę dzieci i kulturę indywidualizmu są często jeszcze mniejsze, często nie utrzymujemy kontaktu z dalszymi krewnymi. Sam pamiętam, że jako dziecko miewaliśmy w mojej rodzinie Boże Narodzenie, na którym potrafiło być kilkanaście osób, w ostatnich latach nigdy liczba osób przy stole nie przekroczyła dziesięciu. Miałbym problem z wymienieniem ot tak z głowy, z imienia i nazwiska więcej niż 20 swoich żyjących krewnych – i jestem w stanie się założyć, że podobnie jest z wieloma osobami w Polsce. Z tej perspektywy strata kilkudziesięciu czy dwustu członków rodziny brzmi bardzo abstrakcyjnie, bo to więcej niż często wyobrażamy sobie, że można mieć.

W Gazie słowo „rodzina” ma znacznie szersze niż w zachodnim, nuklearnym modelu gospodarstwa domowego. To nie tylko rodzice i dzieci, ale często także kuzyni, wujkowie, dziadkowie i dalsi krewni mieszkający w bliskim sąsiedztwie, w kompleksie domów lub wręcz na jednej posesji. Jeszcze szerszą strukturą jest hamula – klan, czyli rozbudowana sieć rodzin wywodzących się od wspólnego przodka w linii męskiej.  Jej członkowie często mają to samo nazwisko, jednak nie zawsze. Hamula może liczyć kilkaset czy nawet kilka tysięcy osób, co nie zaskakuje, bo posiadanie wielu dzieci na parę jest standardem wśród Palestyńczyków. W latach 90. XX wieku Strefa Gazy charakteryzowała się jednym z najwyższych wskaźników dzietności na świecie. Współczynnik dzietności  wynosił tam w tym okresie od około 7,4 do 8,3 dziecka na jedną kobietę.  Co ważne, w tekstach zachodnich często pojęcia te – hamula, klan, rodzina – są traktowane wymiennie, co może wprowadzić do pomyłek i błędnego zrozumienia opisanych zdarzeń. Hamula jest określeniem szerszym, w gwarze palestyńskiej oznacza klan, dalszą rodzinę. Natomiast dla ciągłości narracji, do opisu hamuli, będę te wyrazy traktować synonimicznie.


Hamula nie jest wyłącznie kategorią symboliczną, tj. nie opiera się tylko na połączeniu wspólnym nazwiskiem. W Gazie i w ogóle w kulturze arabskiej, chociażby w Libanie czy Tunezji – kuzyni, nawet bardzo dalecy, przynajmniej się kojarzą (chociaż nie dotyczy to oczywiście wszystkich, szczególnie w wypadku klanów liczących tysiące członków), wiedzą o swoim istnieniu, często utrzymują serdeczne kontakty. Bywa nie tak rzadko, że ktoś jako dorosła osoba dowiaduje się, że ma kolejnego kuzyna, będącego np. kolejnym wnukiem swojej ciotki, która mieszkała w innej miejscowości. Taka sieć jest też często sposobem rozwiązywania problemów czy świadczenia sobie usług.  Kiedy wylądowałem w Libanie jako freelancer – z ograniczonym budżetem i planem na zrobienie kilku materiałów – będąc w Bejrucie, trafiłem na kilka problemów, m.in. na sposób wypożyczenia aut, który zakłada opłacania ogromnych kaucji w gotówce, a także na wyjazdu do Doliny Bekaa czy na południe od rzeki Litanii. Szybko okazało się, że mój kolega ma kuzyna, który ma wypożyczalnie aut i po zapoznaniu zgodził się na obniżenie mi kaucji i zgodę na wyjazd (na który uzyskałem wojskową zgodę) w tereny uznane za „niebezpieczne”. Inny kuzyn zaś mieszkał w miejscowości, w której mieszkałem i miał wolny czas, więc nalegał, abym poszedł z nim na kawę, a potem chciał mi towarzyszyć w oglądaniu zniszczonego przez izraelskie bomby obszaru – jak twierdził – dla mojego bezpieczeństwa. Kiedy ktoś – jak sądzę powiązany z Hezbollahem – zareagował źle na obcego z aparatem krążącego po rumowisku, mój nowy kolega uspokoił go – powołując się na innego kuzyna, którego znała osoba zwracająca mi uwagę. Każdy ma kuzyna, który zna kogoś, kto ma umiejętność czy wiedzę, która jest Ci potrzebna. 

Krewni w świecie arabskim spędzają wspólnie święta, zwłaszcza podczas uroczystych iftarów, czyli kolacji kończących codzienny post, widzą się z dziesiątkami czy setkami z członków hamuli. Widziałem to w Libanie, gdzie różne gałęzie rodziny odwiedzały się czy wychodziły razem w tym okresie. Ramadan i związany z nim iftar w Strefie Gazy nabierają szczególnego znaczenia społecznego przede wszystkim ze względu na wyjątkowo wysoką gęstość zaludnienia. W warunkach, gdzie kolejne gałęzie hamuli często mieszkają w sąsiadujących budynkach lub nawet w obrębie tych samych kompleksów mieszkaniowych, codzienne praktyki religijne łatwo przekształcają się w szerokie wydarzenia wspólnotowe, angażujące nie tylko najbliższą rodzinę, lecz całą rozgałęzioną strukturę klanową. Iftar nie jest jedynie posiłkiem domowym, ale rytuałem integrującym dużą część hamuli w jednej przestrzeni i czasie, wzmacniającym więzi pokrewieństwa, wymianę wsparcia materialnego oraz poczucie wspólnotowej odpowiedzialności. W przeciwieństwie do bardziej rozproszonych urbanistycznie społeczeństw arabskich, gdzie rodziny żyją dalej od siebie i spotkania mają bardziej planowany charakter,  uważam, że w Gazie bliskość przestrzenna sprawia, że hamule mogą być bardziej zżyte niż w innych obszarach.

W warunkach społecznych Strefy Gazy rozszerzona rodzina  pełni funkcję ekonomiczną, tożsamościową, opiekuńczą i częściowo polityczną: organizuje pomoc, wspiera słabszych członków, rozstrzyga spory i buduje lokalne poczucie bezpieczeństwa. Czasami przynależność do danego klanu niesie ze sobą szereg zobowiązań i skojarzeń, które są oczywiste dla osoby z regionu, ale niekoniecznie dla nas.

Weźmy na przykład hamulę-klan Hassouna wpływową palestyńską familię z historycznymi korzeniami w zniszczonej w 1948 r. wiosce Hiribja, która przeniosła się do Gazy. Członkowie klanu są znani w regionie ze swojego wkładu w sektor kulturalny i społeczny. Ayman Hassouna, to znany gazański profesor archeologii, zatrudniony na Uniwersytecie Arabskim, któremu udało się uciec podczas ludobójstwa do Egiptu. Ibrahim Hassouna, jest z kolei  mającym pół miliona obserwujących influencerem, który stracił dużą część swojej najbliższej rodziny w bombardowaniach i zajmującym się pomocą dzieciom. Najgłośniej jednak było o pochodzącej z tej hamuli fotografce Fatimie. 16 kwietnia 2025 r. w dzielnicy Tuffah w Gazie zginęła ona mając 25 lat, po miesiącach dokumentowania życie cywilów podczas wojny. Dzień wcześniej ogłoszono, że film Put Your Soul on Your Hand and Walk, którego była bohaterką, zostanie pokazany na festiwalu w Cannes. W izraelskim ataku na jej dom zginęło również dziesięciu członków jej rodziny.

Innym przykładem może być hamula Doghmush, jeden z najpotężniejszych i najbardziej uzbrojonych klanów w Strefie Gazy. Rodzina ta, zrzeszająca setki członków, od lat jest znana z potężnych wpływów, działalności przestępczej i długotrwałych, krwawych walk o władzę z rządzącym w Gazie Hamasem. Klan liczy kilka tysięcy osób, nie wszystkie noszą to samo nazwisko, niektóre są w Fatahu, niektóre w Hamasie, a niektóre w jeszcze innych frakcjach politycznych, w tym tych powiązanych z radykalnym islamem (jak Armia Islamu). To jej członkowie mieli brać udział w porwaniu izraelskiego żołnierza Gilada Shalita w 2006 r. I chociaż większość osób z klanu nie ma nic wspólnego z działalnością przestępczą, część członków po prostu zorganizowała się w autonomiczną grupę polityczno-zbrojną, która sprawia, że cała rodzina jest postrzegana (według „The Times”) jako gazańscy Sopranos.

Pojęcie tych klanowych struktur ma znaczenie kluczowe dla rozumienia skali zniszczeń w Gazie po 7 października 2023 r. Kiedy Izrael rozpoczął (oficjalnie w odpowiedzi na atak Hamasu) „intensywną kampanię militarną”, już pod koniec 2023 r OCHA informowała, że w Strefie Gazy zginęło co najmniej 21 672 Palestyńczyków, z czego około 70 procent stanowiły kobiety i dzieci. OCHA podkreślała też, że był to najkrwawszy rok dla Palestyńczyków w okupowanym terytorium od rozpoczęcia takich statystyk przez ONZ – chociaż eskalacja masakry trwała niecałe trzy miesiące. W ich trakcie często hamule traciły dziesiątki i setki członków, którzy byli swoimi krewnymi, rodziną, znali się i  wiedzieli o swoim istnieniu, nawet jeśli nie utrzymywali ze sobą zawsze codziennych bliskich kontaktów.

Najpełniej ten wzorzec opisała później agencja Associated Press w dużym materiale śledczym poświęconym palestyńskim rodzinom, które utraciły dziesiątki członków w bombardowaniach między październikiem a grudniem 2023 r. AP ustaliła co najmniej 60 palestyńskich rodzin rozszerzonych, w których zginęło po 25 osób lub więcej; niemal jedna czwarta z nich straciła ponad 50 krewnych. Redakcja oparła się na oficjalnych rejestrach ofiar z Gazy, nekrologach, mediach społecznościowych, relacjach świadków, arkuszach tworzonych przez ocalałych oraz danych Airwars, brytyjskiego NGO, który dokumentuje skutki nalotów podczas różnego rodzaju wojen na Bliskim Wschodzie. AP podała, że jej analiza obejmowała 2700 zabitych z ponad 70 hamul i  dotyczyła najbardziej śmiercionośnego i najbardziej niszczącego okresu wojny.

W efekcie działań Izraela, ma miejsce rozbijanie całych linii pokrewieństwa. AP opisała przypadek hamuli al-Agha – tej samej, z której pochodzi Amjad, o którym piszę na początku tekstu. Zginęło z niej w Gazie ponad 100 osób od 7 października 2023 r do wiosny 2024 r.

W zarówno w relacjach Amjada jak w tekście AP znajdziemy opis historii kuzyna Amjada, Khamisa. W 2021 r. Khamis Agha, pracownik organizacji charytatywnej powiązanej z Hamasem, otrzymał telefon od izraelskiego żołnierza, który nawiązał do jego domniemanych związków z tą grupą i ostrzegł go, że powinien opuścić dom w Khan Junis ze względu na planowany nalot w okolicy. Khamis nagrał rozmowę i udostępnił ją w internecie. Ostatecznie nie ewakuował się i w tamtym czasie nikt nie zginął.

14 października  2023 r. doszło jednak do ataku lotniczego bez wcześniejszego ostrzeżenia. Bombardowanie zabiło Khamisa al-Aghę oraz 10 innych osób. Wśród ofiar była jego żona i czworo małych dzieci, jego brat wraz z 9-letnim synem i 3-letnią córką, a także kuzynka z 18-letnim synem. Przeżyła jedynie żona brata. W okolicy mieszkali inni członkowie hamuli Agha, w tym Amjad i jego rodzina (którzy zostali ranni).


W tekście też znajdziemy przypadek Youssefa Salema, którego 173 krewnych zginęło w izraelskich nalotach w ciągu kilku dni w grudniu, a do wiosny 2024 r. bilans wzrósł do 270. W rodzinie-klanie Abu al-Qumssan w jednym uderzeniu zginęły żona, pięcioletnia córka, matka, dwie siostry i dziesięciu innych krewnych; łącznie w bombardowaniach Dżabalii życie straciło 55 członków tej hanuli, a później liczba ta wzrosła do co najmniej 82. Z kolei w przypadku ostrzału Maghazi AP opisała 106 ofiar z co najmniej ośmiu rodzin-klanów. Te dane pokazują, że celem lub skutkiem bombardowań były często gęsto zaludnione, wielopiętrowe domy, w których przebywały całe wielopokoleniowe gospodarstwa. Z punktu widzenia prawa i metodologii badawczej ważne jest też to, że dokumentowanie takich zbrodni – i określanie tego, ile osób z danej hamuli na pewno zginęło – jest w warunkach wojennych niezwykle trudne. AP podkreślała ograniczony dostęp do miejsc ostrzałów, brak pełnej dokumentacji sądowej i zatarcie śladów przez ciągłe bombardowania oraz przesiedlenia. Zdarza się bowiem, że np. dana grupa krewnych została przesiedlona bez wiedzy reszty rodziny i nie znajdowała się w momencie bombardowania tam gdzie zakładano

Tekst AP pokazuje też jak radzą sobie ci którzy przetrwali – na przykład zbierając zdjęcia i pamiątki po zabitych czy zapisując szczegółowe drzewa genealogiczne, tak, aby po straconych bliskich pozostał jakikolwiek ślad.

Tekst, który przywołuję, powstał w pierwszych miesiącach ludobójstwa. Dziś znana skala ofiar jest czterokrotnie większa niż wtedy. W wypadku dużych hamuli – szczególnie tych powiązanych w pracą w administracji publicznej czy instytucjach, które Izrael wiązał z Hamasem, ale które nie miały charakteru wojskowego – straty te wzrosły wielokrotnie, więc dziesiątki czy nawet setki zabitych krewnych nie powinny dziwić. Warto jednak pamiętać, że w gazańskim, zżytym społeczeństwie w którym rodzina i klan nie są tłem życia, lecz jego podstawową jednostką, obecne  ludobójstwo jest wydarzeniem głęboko ingerującym w strukturę społeczną. W bombardowaniach, nawet tych, które nie dotykają danej osoby, prawie zawsze ginie jakiś bliski, kuzyn, wujek, ciotka.

Udostępnij:
Paweł Jędral
Paweł Jędral

Analityk, reportażysta, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z polityką międzynarodową czy bioróżnorodnością.

Artykuły: 31
Przejdź do treści