Hind Rajab, pięcioletnia palestyńska dziewczynka zginęła dokładnie dwa lata temu, 29 stycznia 2024 r. Film o niej nominowany jest do Oscara i do brytyjskiej nagrody BAFTA.
Mała Hind Rajab została zamordowana przez izraelskich żołnierzy, gdy ukrywała się w samochodzie, jedyna jeszcze żywa pośród członków swojej rodziny, z którymi znajdowała się w pojeździe. W godzinach przed śmiercią pozostawała w kontakcie z personelem centrum zarządzania kryzysowego Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca w Ramallah, przez które przechodziły telefony z wezwaniami o pomoc wychodzące z bombardowanej Gazy. Jej historia wstrząsnęła światem za sprawą plików dźwiękowych z nagraniami rozmów telefonicznych. A także za sprawą liczby kul wystrzelonych przez Cahal w kierunku samochodu, w którym siedziała – było ich ponad 350. Jej imieniem nazwane jest dziś fundacja używająca środków prawnych, by na caym świecie ścigać izraelskich żołnierzy za zbrodnie wojenne.
Od Wenecji do Oscara
Film o śmierci Hind został właśnie nominowany do Oscara w kategorii „najlepszy film międzynarodowy” (czyli w nomenklaturze Amerykańskiej Akademii Filmowej – zagraniczny, powstały w języku innym niż angielski). Głos Hind Rajab, w reżyserii Kaouther Ben Hani, reprezentująca Tunezję koprodukcja z Francuzami, znalazła się w gronie pięciu filmów ubiegających się o finałową statuetkę po tym, jak z rywalizacji odpadły dwa inne filmy reprezentujące inne kraje, ale również poświęcone kwestii palestyńskiej: Palestine 36 Annemarie Jacir (Palestyna) i All That’s Left of You Cherien Dabis (Jordania).
Tunezyjka Kaouther Ben Hania została więc tym samym drugim arabskim filmowcem z aż trzema nominacjami do Oscara na koncie – ex aequo z algierskim reżyserem Rachidem Boucharebem. Ben Hania miała już nominację w tej samej kategorii dla swojego pierwszego filmu fabularnego, Człowiek, który sprzedał swoją skórę (z Moniką Bellucci, 2020), a następnie za Cztery córki (2023) w kategorii pełnometrażowego filmu dokumentalnego.
Początek roku to w świecie filmu okres podsumowań roku minionego. Amerykańska Akademia Filmowa nie jest jedyną instytucją, która umieściła Głos Hind Rajab na listach nominacji do swoich nagród. Film był już nominowany do Złotego Globu (nagrodę otrzymał brazylijski Tajny agent Klebera Mendonçy Filho). Brytyjska Akademia Filmowa i Telewizyjna (BAFTA) również umieściła film wśród nominowanych do swojej nagrody, w równoważnej kategorii („najlepszy film w języku innym niż angielski”). Kto otrzyma Oscary, dowiemy się 15 marca, kto otrzyma Bafty – 22 lutego.
Film Ben Hani miał swoją światową premierę we wrześniu 2025 r. na festiwalu w Wenecji, gdzie przejęta publiczność nagrodziła go najdłuższą owacją na stojąco, a jury nagrodziło Wielką Nagrodą Jury (drugą w kolejności ważności według regulaminu imprezy). To w Wenecji jako nominalni producenci wykonawczy do filmu postanowili się do niego „dopisać” Brad Pitt, Rooney Mara i Joaquin Pheonix. To samo zrobili też reżyserzy Jonathan Glazer (Strefa interesów) i Alfonso Cuarón (I twoją matkę też). Żadne z nich nie produkowało tego filmu faktycznie, ten symboliczny gest miał wyrażać swego rodzaju „polecenie” i poparcie dla sprawy, a także zwiększyć szanse filmu w dystrybucji międzynarodowej, w szczególności na bardzo trudnych dla kina w innych językach rynkach anglojęzycznych, do tego pod mocną kontrolą ideologiczną syjonistów.
Jednostkowa historia i alegoria Gazy
Kaouther Ben Hania przywiązała się natychmiast do historii małej Hind, widząc w dziewczynce coś więcej niż konkretną zbrodnię pośród niezliczonych popełnionych już przez Izrael, ale także alegorię sytuacji Gazy jako takiej, ze wszystkimi jej mieszkańcami. Wołanie miasta o pomoc świat pozostawia w najlepszym razie bez adekwatnej odpowiedzi, podczas gdy Izrael skutecznie paraliżuje cywilizowane procedury i de facto unieważnia zasady międzynarodowego prawa humanitarnego, zastępując je własną, jednostronną i arbitralną „wolą mocy”.
Siły potrzebne do zrealizowania filmu (nakręconego w Tunezji) zmobilizowano szybko, bo Ben Hania obrała kurs minimalistyczny. Historia opowiadana jest z punktu widzenia pracowników centrum zarządzania kryzysowego Czerwonego Półksiężyca, w formule niemal kompletnej jedności miejsca i czasu rodem z greckiej tragedii, z zaledwie kilkorgiem postaci na ekranie. W pewnym sensie jest to thriller, ale ponieważ świat zna zakończenie (co też zresztą upodabnia go do antycznej tragedii), jest trafniej opisywany jako „docudrama”, gdyż jest próbą odtworzenia przed kamerą tamtych wydarzeń z użyciem materiału dokumentalnego – nagrań głosu tytułowej dziewczynki, jej autentycznych fotografii, a także kilku archiwalnych nagrań wideo.
Jest to kontynuacja wcześniejszych metod Ben Hani. Jej Cztery córki były dokumentem, ale częścią procesu jego powstawania było powtarzanie w terapeutycznych inscenizacjach wydarzeń z historii portretowanej rodziny przez same tej historii bohaterki (te, których życie nie wykoleiło się do końca).
Należy rozumieć, że Ben Hania potraktowała to przedsięwzięcie jako odtworzenie wydarzeń w jakimś stopniu dokumentalne, albo – jeżeli ktoś tak woli – „dokudramatyczne”, stosowane najczęściej w telewizji. Partie inscenizowane w celu wizualnego odtworzenia niektórych wydarzeń nie mają na celu stworzenia widowiska z rozmachem czy sentymentalnym ładunkiem właściwym kinu hollywoodzkiemu.
Etyka i estetyka
Zdarzają się widzowie, którzy uważają za problematyczne użycie w takiej rozciągłości prawdziwych nagrań głosu małej Hind. Są i takie, które wychodzą z filmu z wrażeniem, że partie inscenizowane nie dawały zapomnieć o tym, że były udawane. Jest to jednak coś, czego Ben Hania nie stara się ukrywać. Jest np. scena, w której punkt ostrości kamery ląduje nie na bohaterkach i bohaterach sparaliżowanych w swoim bezsilnym położeniu w call centre Czerwonego Półksiężyca, ale na telefonach rejestrujących te postaci telefonach komórkowych. Można ją interpretować jako sygnał, że świadomość inscenizacji, „udawania”, była wpisana w założenia filmu.
Ben Hania bardziej niż według zasad spójnej estetyki czy to kina popularnego czy kina autorskiego à l’européenne podążała za etyką wyrażaną kiedyś przez twórców „Trzeciego Kina”. Filmowcy różnych kultur tzw. trzeciego świata w epoce zimnej wojny „hybrydyzowali” kody estetyczne z różnych porządków kierowani imperatywem politycznej interwencji w rzeczywistość, która niekiedy po prostu musi być pilna bardziej niż doskonała. Byli to reżyserzy peryferii systemu kapitalistycznego, oddaleni nie tylko od Hollywood, Paryża czy Tokio, ale i od trzecioświatowych „central” kina popularnego, jak Bombaj i Kair, oraz od eskapistycznych seriali swoich telewizji (jak w Ameryce Łacińskiej). Tak samo jak Ben Hania dzisiaj, byli oni również przywiązani do formuły politycznej alegorii wyrażającej konkretne historyczne okoliczności społeczeństw kolonizowanych do kolonizujących je imperiów i ich lokalnych podwykonawców.
W tym sensie rozważania o tym, czy film jest harmonijny estetycznie i kompozycyjnie, czy doskonały aktorsko, są po prostu trochę nie na temat. Film miał być przygniatającą polityczną interwencją i wstrząsającą alegorią położenia Palestyńczyków we współczesnej konfiguracji zachodniego imperializmu – i jako jedna i druga jest jednym z najważniejszych filmów dekady.
KALENDARZ 
