Izraelski minister: „Prędzej czy później Izrael będzie w stanie wojny z Syrią”

Izraelski minister ds. diaspory Amichai Chikli z rządzącej partii Likud oświadczył, że Izrael „prędzej czy później będzie w stanie wojny z Syrią”. W serii wywiadów udzielonych izraelskim mediom polityk przedstawił swoją wizję nowego układu sił na Bliskim Wschodzie, który określił mianem „radykalnej sunnickiej osi zła”.

Zdaniem Chikliego największym zagrożeniem dla Izraela nie jest już Iran, lecz rosnąca współpraca między Turcją, Katarem, Pakistanem i nowymi władzami Syrii.

„Nie ma możliwości pokojowego współistnienia”

Odnosząc się do syryjskiego prezydenta Ahmada asz-Szary i jego rządu, izraelski minister stwierdził, że obecne władze Syrii wywodzą się ze środowisk dżihadystycznych i nie będą w stanie utrzymywać pokojowych relacji z Izraelem.

– Nie ma możliwości, aby dżihadystyczny reżim zakorzeniony w ISIS i Al-Kaidzie, którego aspiracją jest zjednoczenie Jerozolimy, żył w pokoju obok państwa Izrael – powiedział Chikli.

Polityk dodał, że choć liczy na okres względnego spokoju po latach konfliktów, nie spodziewa się, aby trwał on długo.

– Byłbym bardzo zadowolony, gdyby nie doszło do wojny z Syrią i Turcją. Jednak po doświadczeniach z 7 października nauczyłem się jednego: kiedy przeciwnik coś zapowiada, trzeba go słuchać – stwierdził.

„Nowa sunnicka oś zła”

W rozmowie z izraelskimi mediami Chikli przedstawił koncepcję nowego regionalnego sojuszu, który jego zdaniem stanowi poważniejsze zagrożenie niż Iran.

– Na naszych oczach powstaje nowa oś. To radykalna sunnicka oś zła, groźniejsza niż wszystko, z czym mieliśmy dotąd do czynienia – powiedział.

Minister wskazał na Turcję, Katar i Pakistan jako państwa coraz mocniej koordynujące swoje działania polityczne i dyplomatyczne. Jako przykład podał ich zaangażowanie w rozmowy między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.

Katar określił natomiast jako „narzędzie propagandowe dżihadystów”.

Turcja głównym celem krytyki

Najwięcej miejsca w swoich wypowiedziach Chikli poświęcił jednak Turcji i prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoğanowi.

Według izraelskiego ministra Ankara stopniowo rozszerza swoje wpływy w Syrii, tworząc tam de facto „turecki protektorat”. W jego ocenie właśnie Turcja i Syria stanowią obecnie największe wyzwanie strategiczne dla Izraela.

– Turcja i Syria są dziesięć tysięcy razy większym problemem niż Iran – stwierdził.

Wypowiedzi te wpisują się w narastające napięcia między Ankarą a Tel Awiwem. W ostatnich miesiącach prezydent Erdoğan wielokrotnie potępiał izraelskie działania w Strefie Gazy, Libanie i Syrii, oskarżając Izrael o destabilizowanie całego regionu.

Na początku miesiąca turecki przywódca powiedział, że „Izrael musi zostać powstrzymany”, określając to jako „obowiązek ludzkości”.

Coraz ostrzejsza retoryka w Izraelu

Chikli nie jest jedynym izraelskim politykiem ostrzegającym przed Turcją.

W ubiegłym tygodniu deputowany Likudu Ariel Kellner nazwał Turcję „państwem wrogim”, a minister kultury i sportu Miki Zohar stwierdził, że Izrael powinien zacząć traktować Ankarę jak przeciwnika.

Podobne stanowisko wyraził w lutym były premier Naftali Bennett, który oświadczył, że „Turcja jest nowym Iranem”.

Słowa Chikliego pojawiają się w czasie rosnących napięć regionalnych po zawarciu porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem oraz w obliczu coraz ostrzejszej wymiany oskarżeń między Izraelem a Turcją dotyczących sytuacji w Syrii, Libanie i Palestynie.

Źródło: Middle East Eye

Udostępnij:
Przejdź do treści