Czyli dlaczego Palestyna, Wenezuela i Iran to tylko element większej układanki
Palestyna, Wenezuela i Iran stanowią elementy tej samej geopolitycznej gry – dowodzi tego geneza północnoamerykańskiej polityki ingerencji. Aktualna więź pomiędzy USA a Izraelem, zacieśniania jest hegemonicznymi ambicjami, które – w przeciwności do prezentowanej oficjalnie narracji – niesie ze sobą poważne konsekwencje dla suwerenności państw i życia zwykłych obywateli.
Palestyna – przykład ofiary współczesnego imperializmu
Tegoroczne wydarzenia w Wenezueli i Iranie pokazują, że Palestyna nie jest odosobnionym przypadkiem, jeśli chodzi o padnięcie ofiarą północnoamerykańskiej ingerencji. Wobec każdego z tych państw Stany Zjednoczone stosowały zbliżoną strategię: wspieranie destabilizacji i dewastacji, po czym występowanie w roli „odpowiedzialnego mediatora” czy też bohatera śpieszącego z rozwiązaniami.
We wrześniu 2025 roku Stany Zjednoczone po raz szósty zawetowały w Radzie Bezpieczeństwa ONZ projekt rezolucji wzywającej do bezwarunkowego i trwałego zawieszenia broni w Strefie Gazy. Waszyngton uzasadniał swoją decyzję twierdzeniem, że projekt „nie idzie wystarczająco daleko w potępieniu Hamasu i nie uznaje prawa Izraela do obrony”[1], mimo narastających dowodów na masowe naruszenia prawa humanitarnego przez izraelską armię. W praktyce weto to oznaczało brak realnej woli powstrzymania trwającego ludobójstwa Palestyńczyków. W ciągu ostatnich pięciu dekad Stany Zjednoczone zawetowały zresztą co najmniej 53 rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ krytyczne wobec Izraela[2]. Skala tej ochrony dyplomatycznej nie pozostawia wątpliwości co do charakteru relacji między oboma państwami. Ścisła więź polityczna, wojskowa i gospodarcza pomiędzy USA a Izraelem czyni z nich współdziałających agresorów – nie neutralnych aktorów procesu pokojowego.
Przyjęta ostatecznie przez Radę Bezpieczeństwa rezolucja, przygotowana pod auspicjami Stanów Zjednoczonych, opiera się na 20-punktowym planie prezydenta Donalda Trumpa dla Strefy Gazy. Dokument ten został skonstruowany w sposób podważający palestyńskie prawo do samoobrony i samostanowienia, a jednocześnie sankcjonujący izraelską kontrolę nad kluczowymi aspektami przyszłości regionu. Samo zawieszenie broni – pomimo tego, że obowiązywać miało od 7 października 2025 roku – nagminnie łamane jest przez siły okupacyjne, w wyniku czego od tej daty zginęło ponad 450 Palestyńczyków, w tym ponad 100 dzieci[3].
Jednym z najbardziej jaskrawych dowodów na to, że intencje Waszyngtonu koncentrują się przede wszystkim na własnych interesach politycznych i ekonomicznych, jest projekt The GREAT (Gaza Reconstitution, Economic Acceleration and Transformation) TRUST. Jak wynika z dokumentów ujawnionych przez „Washington Post”[4], administracja Trumpa rozważała przejęcie kontroli nad Strefą Gazy we współpracy z Izraelem, przekształcając ją w formalną, wielostronną strukturę powierniczą. Po niemal dwóch latach przyzwalania na systematyczne niszczenie Gazy oraz aktywnego dozbrajania izraelskiej armii, Stany Zjednoczone ogłosiły, że region ten „może zacząć się ponownie rozwijać” – rzekomo dzięki wizji, przedsiębiorczości i dobrej woli tych samych aktorów, którzy od początku ponoszą odpowiedzialność za jego tragedię.
Mając na uwadze powyższe, warto pochylić się nad analizą relacji na linii USA-Izrael, dokonaną przez Jasona Hickela – antropologa ekonomicznego i profesora Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie. W artykule „Dlaczego USA wspiera zbrodnie Izraela?”[5] Hickel podkreśla, że relacja ta działa na kilku konkretnych warunkach. Autor twierdzi, że relacja USA–Izrael nie jest typową współpracą państw sojuszniczych, lecz strategicznym narzędziem (proxy), które Waszyngton wykorzystuje, aby realizować swoje interesy geopolityczne i imperialne w regionie. W związku z tym – chociaż organizacje lobby pro-izraelskie (np. AIPAC) mają pewnego rodzaju wpływ – to klasa rządząca USA szeroko popiera działania Izraela, ponieważ postrzega jego rolę jako część globalnej strategii utrzymania dominacji kapitalistycznej i kontroli nad peryferyjnymi gospodarkami świata. Co więcej – i co być może najistotniejsze – Hickel zaznacza, że USA zaczęły wspierać projekt syjonistyczny w latach 60. XX w. jako sposób na posiadanie wojskowego instrumentu w regionie Bliskiego Wschodu, który mógłby przeciwdziałać arabskim ruchom socjalistycznym i wyzwoleńczym, ponieważ takowe zagrażały interesom Zachodu. Wolna i suwerenna Palestyna mogłaby sprawiać wobec tego spore trudności w kwestii geopolitycznych i ekonomicznych wpływów nie tylko Izraela, ale i USA, podważając ich hegemonię.
Historia konfliktu pomiędzy USA a Wenezuelą
Stany Zjednoczone ingerowały w kraje Ameryki Środkowej i Południowej od dawien dawna. Ewidentnie robią to nadal, co udowadnia atak na cele wojskowe w stolicy Wenezueli z 3 stycznia tego roku. W miarę upływu lat zmieniło się wiele – mimo to, motywy mające rzekomo usprawiedliwić tego typu działania pozostają podobne: wojna przeciwko narkotykom, wprowadzenie stabilności i praworządności w konkretnym państwie, czy też obalanie autokratycznych rządów, które miałyby zagrozić amerykańskiej „demokracji.” Najczęściej te argumentacje używane są przez imperialistyczne mocarstwo tak, żeby się dopełniały i tym bardziej wzmacniały kolonialną retorykę. Jednocześnie, Stany Zjednoczone malują siebie jako „międzynarodowego policjanta”, który „ma prawo i obowiązek” sprawować władzę w pewnym rejonie. W rzeczywistości natomiast niezmiennie chodzi przede wszystkim o dwie rzeczy: poszerzanie amerykańskiej strefy wpływów i zyski ekonomiczne. Przytoczony na początku tekstu przypadek Palestyny powinien już obnażyć tę hipokryzję w całej rozciągłości – atak na Caracas z początku stycznia tego roku to tylko kolejny element stałego schematu działania Waszyngtonu.
USA uznało półkulę zachodnią jako swoją strefę wpływów w 1823 roku, wraz z oficjalnym wprowadzeniem w życie Doktryny Monroego (uzupełnionej w 1904 roku przez Theodore’a Roosevelta). Poważne obawy amerykańskiego mocarstwa związane z ambicjami terytorialnymi krajów innych kontynentów przyczyniły się ku podejmowaniu przez Stany kroków, które miały doprowadzić je do punktu, gdzie jakakolwiek ingerencja w obszar Ameryki Łacińskiej będzie prawno-ideologicznie uzasadniona. Od bezpośrednich interwencji wojskowych – takich jak wojny bananowe – przez przejmowanie kluczowych szlaków żeglugowych, po narzucanie niesprawiedliwych traktatów, Stany Zjednoczone konsekwentnie torowały sobie drogę ku kolonializmowi. Imperialistyczne aspiracje prowadziły mocarstwo ku takim poczynaniom, jak obalanie demokratycznie wybranych rządzących w celu ustanowienia w konkretnych regionach podporządkowanym sobie postaciom. Wenezuela nie była wyjątkiem od reguły.
Między innymi już podczas kryzysu holendersko-wenezuelskiego w 1908 r., wykorzystując niestabilną sytuację międzynarodową oraz nieobecność urzędującego prezydenta Cipriano Castro, Stany Zjednoczone umożliwiły wenezuelskiemu wiceprezydentowi Juanowi Vicente Gómezowi dokonanie zamachu stanu i przejęcie władzy. Reżim Gómeza charakteryzował się korupcją i nadzwyczajnym wręcz okrucieństwem – stosowanie tortur, masowe uwięzienia oraz demonstracyjne egzekucje, mające zastraszać wenezuelskie społeczeństwo. Brutalny aparat represji eliminował wszelką opozycję polityczną. Z perspektywy USA jednak, dyktator gwarantował bezpieczeństwo amerykańskich inwestycji – zwłaszcza w rodzącym się sektorze naftowym – oraz podporządkowanie polityki zagranicznej Wenezueli interesom Waszyngtonu. W ten właśnie sposób Stany, pod pretekstem „utrzymania porządku” i ochrony handlu, przyczyniły się do utrwalenia jednej z najbardziej okrutnych i opresyjnych autokracji w historii Ameryki Łacińskiej. Gómez rządził krajem bezpośrednio lub poprzez marionetkowych prezydentów aż do swojej śmierci w 1935 roku[6].
Gdy w 1998 r. Hugo Chávez objął władzę w Caracas i zapoczątkował tzw. rewolucję boliwariańską, Wenezuela zaczęła otwarcie przyjmować anty-północnoamerykańską retorykę. Co więcej, Chávez otwarcie dążył do nacjonalizacji wenezuelskiego przemysłu naftowego. Taki kurs polityczny sprawił, że Stany Zjednoczone zaczęły ponownie intensywniej monitorować i naciskać na Wenezuelę – zarówno poprzez sankcje gospodarcze, jak i presję dyplomatyczną. Rząd George’a W. Busha, otwarcie skonfliktowany z Hugo Chávezem, poparł w 2002 r. nieudany pucz wojskowy mający na celu obalenie wenezuelskiego przywódcy. Barack Obama w latach swojej kadencji kontynuował stosowanie środków presji na Caracas, takich jak sankcje, legitymizując krytyczne narracje o administracji boliwariańskiej, określając ją zresztą jako „nadzwyczajne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych”[7].
Wraz z objęciem prezydentury przez Donalda Trumpa konflikt na linii USA–Wenezuela znacznie eskalował. Waszyngton wprowadził szeroki pakiet sankcji gospodarczych i finansowych wobec Caracas, obejmujący embargo na transakcje z państwowymi firmami naftowymi oraz zamrożenie aktywów rządowych, co znacząco pogłębiło izolację Wenezueli na arenie międzynarodowej. Już w sierpniu 2017 r. Trump wydał dekret wykonawczy nakładający zaostrzone sankcje na Wenezuelę, co argumentował w owym czasie rzekomymi „poważnymi naruszeniami praw człowieka, pogłębiającym się kryzysem humanitarnym, utworzeniem nielegalnego Zgromadzenia Narodowego, szerzącej się korupcji oraz trwających prześladowań wobec opozycji politycznej”[8]. W maju 2020 r. odbył się nieudany pucz, mający na celu obalenie władz Wenezueli, planowany przez prywatną firmę wojskową Silvercorp pod dowództwem byłego żołnierza wojsk specjalnych Jordana Goudreau (który wraz ze współpracownikami twierdzili później, że mieli ukryte wsparcie lub przynajmniej akceptację niektórych urzędników administracji Trumpa). Rząd USA oficjalnie zaprzeczał jakimkolwiek powiązaniom z operacją, choć idea idąca za nią zbiegała się z polityką Trumpa i jego zwolenników promujących zmianę reżimu w Caracas. Stany Zjednoczone oferowały w końcu 15 mln USD nagrody za informacje prowadzące do aresztowania Maduro podczas pierwszej kadencji Trumpa, a następnie – jeszcze za prezydentury Bidena w 2025 r. – nagroda ta została podniesiona do 25 mln USD[9]. Kiedy w grudniu 2025 r. administracja Donalda Trumpa zarządziła blokadę tankowców objętych sankcjami płynących do i z Wenezueli, co objęło zatrzymania kilku statków i ściganie innych na Atlantyku, Waszyngton równocześnie zwiększył swoją obecność wojskową na Karaibach i wprowadził ograniczenia w przestrzeni powietrznej wokół Wenezueli, co zmusiło linie lotnicze do zawieszenia lotów. Te działania, postrzegane przez Caracas jako eskalacja presji i zagrożenie militarne, nie pozostawiały wątpliwości, że konflikt między Stanami Zjednoczonymi a rządem Nicolása Maduro wchodzi w nową fazę napięć i możliwych operacji wojskowych.
Agresja wobec Iranu jako kontynuacja ekspansjonistycznego planu Izraela i Stanów Zjednoczonych
Analizując relacje na płaszczyźnie USA-Wenezuela oraz USA-Iran zauważyć można sporo podobieństw. W 1953 roku, Stany Zjednoczone wraz z Wielką Brytanią zaaranżowały w Iranie zamach stanu, którego celem było obalenie demokratycznie wybranego premiera Mohammada Mosaddegha. Powód? Zamiar znacjonalizowania przez Iran ropy[10].
Postrzegany przez ówczesne społeczeństwo irańskie jako bohater narodowy, Mosaddegh stał w opozycji do autorytarnych rządów i imperialistycznych tendencji, rozdzierających Iran przez dekady. Najbardziej przeciwna praktykom premiera Mosaddegha była Wielka Brytania, jako że to pod kontrolą tego mocarstwa była wtedy Anglo-Persian Oil Company (obecnie BP). Pomimo, że premier Iranu proponował Wielkiej Brytanii podział dochodów z ropy 50 na 50, Brytyjczycy woleli odrzucić ofertę i wydać miliony dolarów na obalenie Mosaddegha, aby następnie przywrócić do władzy prozachodniego szacha Mohammada Reza Pahlawi, który zresztą poprał pucz po zaakceptowaniu pokaźnej sumy pieniędzy przekazanej mu przez CIA[11]. W 1954 r. utworzone zostało międzynarodowe konsorcjum naftowe, w którego skład weszły m.in. amerykańskie, brytyjskie i francuskie firmy naftowe. Tak zrealizowany plan skutecznie umożliwił imperiom nadzór nad produkcją i dystrybucją irańskiej ropy przez kolejne 25 lat.
Aktualna sytuacja, którą obserwujemy w Iranie prowadzi ku niepokojącej spekulacji, iż destabilizacja w kraju podjudzona została przede wszystkim przez dwóch sojuszników, mających w tym największy interes – Waszyngton i Tel Awiw. Aby zrozumieć dlaczego, warto odnotować potencjalne przyczyny, które wręcz zmusiły Irańczyków do wyjścia na ulice. 28 grudnia zeszłego roku, gwałtowne wahania kursu irańskiego riala względem dolara amerykańskiego wywołały oburzenie wśród dotkniętych tym zjawiskiem obywateli. Kryzys gospodarczy wraz z szybującą w górę inflacją doprowadziły do anty-rządowych demonstracji, które szybko wykroczyły poza Teheran. Frustracja irańskiego społeczeństwa kumulowała się zresztą od lat – dowodami na to są Zielona Rewolucja z 2009 r. oraz masowe protesty po śmierci 22-letniej Mahsy Amini, zamordowanej przez irańską policję w 2022 r. Z dzisiejszej perspektywy walka o przywrócenie demokracji i dobrobytu jawi się jako nieunikniona konsekwencja narastającego wzburzenia.
Niemniej jednak nie sposób analizować załamania finansowego Iranu bez uwzględnienia faktu, że przez dekady był on najbardziej sankcjonowanym państwem na świecie – aż do momentu, gdy po inwazji na Ukrainę cztery lata temu to niechlubne miano przypadło Rosji[12]. Od rewolucji islamskiej w 1979 roku Stany Zjednoczone odgrywały kluczową rolę w międzynarodowych wysiłkach na rzecz wywierania presji na Iran, konsekwentnie wykorzystując sankcje gospodarcze, finansowe i polityczne jako podstawowe narzędzie wpływu na politykę Teheranu. Jak zauważa Al Jazeera, wieloletnie sankcje wobec Iranu, inicjowane i podtrzymywane przez Stany Zjednoczone – w tym ich znaczące zaostrzenie w okresie prezydentury Donalda Trumpa – odegrały kluczową rolę w pogłębianiu kryzysów gospodarczych kraju[13]. W 2018 r. Trump ogłosił wycofanie USA z porozumienia nuklearnego, zgodnie z którym Iran zobowiązał się do wstrzymania na okres 15 lat wszelkich działań związanych ze wzbogacaniem uranu oraz badań nad tym procesem, przywracając tym samym wszystkie sankcje wobec Iranu, które zostały zniesione na mocy porozumienia. Rok później Waszyngton rozszerzył reżim sankcyjny o „sektor petrochemiczny, handel metalami (w tym stalą, aluminium i miedzią) oraz wysokich rangą irańskich urzędników”[14]. We wrześniu 2025 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych ponownie nałożyła sankcje na Iran, przywracając wcześniej zawieszone rezolucje Rady Bezpieczeństwa dotyczące irańskiego programu nuklearnego i nie zgadzając się na zniesienie ograniczeń gospodarczych, argumentując tę decyzję „znaczącym nieprzestrzeganiem” przez dany kraj zobowiązań wynikających z porozumienia nuklearnego z 2015 r.[15] W rezultacie ceny podstawowych dóbr i usług wzrosły, koszty życia dramatycznie się zwiększyły, a realne płace spadły. Podobną strategię stosowano także wobec Wenezueli, a wcześniej wobec takich państw jak Kuba, Chile czy Irak. Jak zauważa Jason Hickel, praktyka nakładania sankcji nie jest działaniem „w dobrej wierze” ani próbą udzielenia pomocy – w rzeczywistości przynosi ogromne cierpienie zwykłym obywatelom. Najczęściej skutkuje ubóstwem, głodem oraz pogorszeniem stanu zdrowia spowodowanym utrudnionym dostępem do leków. Taki właśnie efekt sankcje mają wywołać – w celu wywarcia presji na rząd danego państwa, a ostatecznie doprowadzenia do zmiany władzy lub polityki wewnętrznej[16].
Prawda jest taka, że – podobnie jak w przypadku Wenezueli – odsunięcie od władzy rządów nieprzychylnych Stanom Zjednoczonym oraz Izraelowi, umożliwia hegemonom większą kontrolę nad regionem i eksploatację jego zasobów, ale nie jest to jedyna motywacja. W przypadku upadku obecnego rządu w Iranie i przejęcia władzy przez faworyzowanego przez państwa zachodnie Rezę Pahlawiego – syna obalonego w 1979 r. dyktatora – możliwe byłoby odrodzenie się w kraju nastrojów prozachodnich. Niezależnie jednak od tego scenariusza, załamanie obecnego reżimu w Teheranie byłoby w szczególności korzystne dla Izraela. Iran pełni bowiem rolę kluczowego patrona tzw. „osi oporu”, czyli sieci organizacji zbrojnych wywierających presję militarną na Tel Awiw. Do struktur tych zaliczają się m.in. Hezbollah oraz Hamas. Potencjalne pozbawienie ich głównego sponsora skutkowałoby ograniczeniem dopływu broni, środków finansowych oraz technologii wojskowych, co w konsekwencji znacząco osłabiłoby ich zdolności operacyjne. W związku z tymi uwarunkowaniami, pojawiały się doniesienia sugerujące pośrednie zaangażowanie Izraela w proces destabilizacji w regionie. Amerykańscy urzędnicy oraz izraelskie media informowały o obecności agentów Mossadu wśród protestujących, co miało służyć eskalacji nastrojów antyrządowych i wywoływaniu zamieszek[17]. Równocześnie izraelski dziennik Haaretz ujawnił zakrojoną na szeroką skalę kampanię cyfrową, promującą wizerunek Rezy Pahlawiego, prowadzonej z terytorium Izraela i finansowanej przez prywatny podmiot korzystający ze wsparcia państwowego[18].
15 stycznia do informacji publicznej podano zawiadomienie o tymczasowym zamknięciu przestrzeni powietrznej w Iranie[19]. W związku z eskalacją konfliktu amerykańskie ambasady w regionie wydały zalecenia ostrożności z uwagi na „potencjalne ryzyko militarnych działań i błędnej identyfikacji lotów cywilnych”. Mimo to, Trump zdecydował się odroczyć groźbę bezpośrednich działań militarnych, powołując się na niepotwierdzone informacje, że irańskie władze zawiesiły egzekucje protestujących. Zdaje się to być jednak wyłącznie odpowiedzią na prośbę Izraela i krajów arabskich, które twierdzą, że Iran nie jest jeszcze „wystarczająco osłabiony”[20]. Można to zapewne uznać za prawdę, biorąc pod uwagę, że Teheran przypomniał o tym, że nie jest łatwym przeciwnikiem, m.in. podczas wojny dwunastodniowej w czerwcu uprzedniego roku.
To, co powinna obrazować ta geopolityczna rozgrywka, to rzeczywistość, w której mocarstwa nie cofają się przed eskalacją konfliktów, nawet jeśli jest to równoznaczne z ryzykiem szerokiej wojny, czy niepotrzebnymi ofiarami w ludności cywilnej. Pozór troski o dobro zwykłych ludzi widać, gdy ponownie skupimy naszą uwagę na Palestynie. Podczas, gdy administracja Stanów Zjednoczonych (oraz w dużej mierze europejscy rządzący) po dziś dzień zawężają narrację do „konfliktu pomiędzy Hamasem a Izraelem”, celowo ignorują tym samym dekady izraelskiej okupacji i aparthaidu. Zwalczanie prawdziwego źródła problemu nigdy nie było i nie będzie zamiarem w kapitalistycznym systemie, ponieważ – przytaczając znów słowa Hickela – stała akumulacja kapitału i zaspokajanie potrzeb globalnego systemu kapitalistycznego są najwyższym priorytetem kapitalistycznych potęg[21].
Kluczowe pozostaje także uwzględnienie perspektywy zwykłych obywateli, którzy na co dzień muszą mierzyć się z konsekwencjami politycznych rozgrywek oraz karygodnych, manipulacyjnych narracji – często zakorzenionych w kolonialnym dyskursie. Tekst ten nie podważa ani nie kwestionuje irańskiej rewolucji jako dążenia do wyzwolenia się spod opresyjnych struktur władzy, lecz skłania do dostrzeżenia powtarzalnych schematów, których efektem bywa kontynuacja represji w zmienionej, pozornie odmiennej formie. Kontynuowana przez Stany Zjednoczone ingerencja w politykę innych państw, wspierana przez sojuszników takich jak Izrael, nacechowana jest dążeniem do dominacji i realizacją partykularnych interesów. Choć oficjalnie uzasadniana jest retoryką szerzenia praworządności oraz poprawy warunków życia, w dłuższej perspektywie działania te rzadko odpowiadają na rzeczywiste potrzeby społeczeństw, których dotyczą.
[1] https://www.bbc.com/news/articles/ce3yj41083no
[2] https://www.aljazeera.com/news/2021/5/19/a-history-of-the-us-blocking-un-resolutions-against-israel
[3] https://www.aljazeera.com/news/liveblog/2026/1/16/live-israel-continues-deadly-gaza-attacks-as-deal-moves-into-phase-two
[4] https://www.washingtonpost.com/documents/f86dd56a-de7f-4943-af4a-84819111b727.pdf
[5] https://jasonhickel.substack.com/p/why-does-the-us-support-israels-crimes
[6] https://venezuelanalysis.com/analysis/14263/
[7] https://obamawhitehouse.archives.gov/the-press-office/2015/03/09/executive-order-blocking-property-and-suspending-entry-certain-persons-c
[8] https://trumpwhitehouse.archives.gov/presidential-actions/presidential-executive-order-imposing-sanctions-respect-situation-venezuela/?utm_source=link
[9] https://apnews.com/article/venezuela-maduro-green-beret-jordan-goudreau-6f312dcde47c5da6cf7a54aef8ccdd7e
[10] https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_stanu_w_Iranie_(1953)note-9
[11] https://pl.wikipedia.org/wiki/Mohammad_Reza_Pahlawi
[12] https://en.wikipedia.org/wiki/International_sanctions_against_Iran
[13] https://www.aljazeera.com/news/2026/1/13/how-us-sanctions-crippled-lives-of-iranians-trump-says-he-wants-to-help
[14] https://www.aljazeera.com/news/2026/1/13/how-us-sanctions-crippled-lives-of-iranians-trump-says-he-wants-to-help
[15] https://en.wikipedia.org/wiki/Snapback_mechanism_of_sanctions_against_Iran
[16] https://www.aljazeera.com/opinions/2025/9/3/us-and-eu-sanctions-have-killed-38-million-people-since-1970
[17] https://www.jpost.com/middle-east/iran-news/article-881733
[18] https://www.haaretz.com/israel-news/security-aviation/2025-10-03/ty-article-magazine/.premium/the-israeli-influence-operation-in-iran-pushing-to-reinstate-the-shah-monarchy/00000199-9f12-df33-a5dd-9f770d7a0000?fromLogin=success
[19] https://www.foxnews.com/world/iran-shuts-down-airspace-foreign-officials-warn-against-travel-israel
[20] https://www.iranintl.com/en/202601151241
[21] https://jasonhickel.substack.com/p/why-does-the-us-support-israels-crimes
KALENDARZ 
