Podwójny standard


Armia izraelska odnalazła w Chan Junus ciało Elada Katzira, 47-letniego mężczyzny uprowadzonego 7 października z kibucu Nir Oz przy Strefie Gazy. Mężczyzna miał w styczniu paść ofiarą założonej w 1981 r. polityczno-militarnej organizacji Palestyński Islamski Dżihad – jednej z grup ruchu oporu przeciwko izraelskiej okupacji, odrębnej od Hamasu. Stanowi jedną z organizacji stojących w opozycji dla Autonomii Palestyńskiej i zwalcza okupację w sposób zbrojny. Zrzesza członków zarówno islamistycznych, jak i świeckich. (Associated Press, European Council on Foreign Affairs)

Według izraelskiego ambasadora w Polsce, Jakowa Liwne, któremu wtóruje polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Elad Katzir miał obywatelstwo polskie. Ani izraelskie media, ani oficjalny komunikat IDF dotychczas wiele o tym fakcie nie wspominały, a przyjaciele mężczyzny na swoich mediach społecznościowych cytują jego słowa, które brzmiały: „To jest nasza ziemia i żywność, którą uprawiamy” (Elad Katzir był rolnikiem we wspomnianym kibucu). (Times of Israel)

Moją intencją, pisząc ten artykuł, nie jest rozstrzyganie na podstawie strzępków informacji płynących od ambasadora (w zaskakująco dogodnym dla niego momencie – po morderstwie wolontariuszy World Central Kitchen), czy Elad Katzir był Polakiem ani czy odczuwał przynależność do naszego narodu. Nie jest to zresztą niczym nadzwyczajnym – Izrael to stosunkowo młody projekt kolonialny i część osób w nim przebywających ma podwójne obywatelstwa, gdyż albo postanowiła na palestyńskich ziemiach w pewnym momencie swojego życia się osiedlić albo ma przodków, którzy zrobili to wcześniej.

Chciałabym zwrócić natomiast uwagę na coś zgoła innego, a mianowicie podejście polskich mediów, które ochoczo podchwyciły komunikat ministerstwa, zapewne ciesząc się, że znalazły tytuł do nagłówka, który rozpali serca i umysły rodaków i odpowiednio będzie się klikał w weekend. „Polski obywatel zabity przez dżihadystów”, „Nie żyje obywatel Polski”, „Kolejny polski obywatel w Izraelu martwy”, „Nie żyje Polak”, „Izraelczycy odnaleźli ciało Polaka” – to tylko kilka pierwszych artykułów z dzisiejszej prasówki.

Te same media, gdy rozpoczęła się izraelska inwazja (czy też – jak to w swoim usuniętym już, widocznym u góry, pierwszym wpisie o Eladzie Katzirze napisało ministerstwo – „operacja specjalna”) przebąkiwały zaledwie o „osobach z polskim obywatelstwem” w Strefie Gazy. Ani polskie media, ani polscy politycy nie zwracali i wciąż nie zwracają należytej uwagi ani na polskich obywateli i obywatelki w Strefie Gazy, ani przebywających tam członków rodzin palestyńskich Polek i Polaków. Media niechętnie zresztą poświęcają swoje zasoby na Palestynę w ogóle, nie tylko wobec osób powiązanych w jakiś sposób z naszym krajem.

Przykładem może tu być chociażby rodzina naszego zespołowego kolegi, Ahmiego Elsaftawy’ego, który od rządu nie otrzymał żadnej propozycji pomocy w kwestii ewakuacji swojej rodziny, czy Osamy Abo Zebidy, któremu w końcu udało się Gazę opuścić. Relacji Osamy z chwili, gdy jeszcze w środkowej części Strefy przebywał, można posłuchać w tym miejscu. Sytuacji takich jest więcej, jednak w mediach próżno szukać na ten temat podobnej gorączki jak tej towarzyszącej Eladowi Katzirowi. Pomoc i empatia – coś, co wydaje się naturalne w przypadku każdego innego zakątka na ziemi w czasach jakiegokolwiek kryzysu (kataklizmu, wypadku, wojny, nie wspominając o toczącym się ludobójstwie), staje ością w gardle wszystkich godzących się z poczynaniami syjonistycznego państwa.

Na temat powodów wybiórczej uwagi można jedynie spekulować. Być może jest to podyktowane chęcią utrzymywania poprawnych stosunków polityczno-biznesowych z kolonią na tzw. Bliskim Wschodzie i klepiącymi go po plecach – historycznie nie mniej osadniczymi – Stanami Zjednoczonymi. Być może to fenomen hegemona zastępczego, o którym pisała Aya Al Azab, lub mieszanka wszystkich tych czynników. Faktem jest natomiast to, że gdy w Palestynie dochodzi do masakry wywołanej izraelskimi działaniami, media chętniej zwracają oczy ku śmierci obywateli świata zachodniego i ofiar po stronie agresora.

W momencie, w którym piszę ten tekst, ponad 41 tysięcy Palestynek i Palestyńczyków zostało zabitych, z czego część w dalszym ciągu leży pod gruzami, a ponad 77 tysięcy zostało rannych. (Euro-Med)

Kropla drąży skałę! Twoje zaangażowanie ma znaczenie. Pomóż w promocji tego portalu. Udostępnij proszę:
Joanna Obruśnik
Joanna Obruśnik
Artykuły: 32
Skip to content