„Chcieliście sprowadzić na nas piekło, ale sprowadziliście piekło na siebie. Dahija [przedmieścia Bejrutu], będzie wyglądać jak Chan Junis” – miał powiedzieć w marcu 2026 r. po rozpoczęciu ataków na Liban, Becalel Smotricz, minister finansów Izraela i jeden z liderów skrajnie prawicowej partii Religijny Syjonizm. Ta groźba nie jest bezpodstawna: od dekad Izrael stosuje w Libanie częściowo te same metody co w Strefie Gazy. Ostatnie tygodnie pokazują natężenie tych taktyk.
2 marca, w odpowiedzi na zabicie przez Izrael irańskiego najwyższego przywódcy, Aliego Chameneiego, Hezbollah (który powstał w wyniku izraelskiej inwazji w latach 80’, bezpośrednio powiązany jest i finansowany przez Iran) wystrzelił w stronę Izraela rakiety. Incydent ten został wykorzystany przez izraelski rząd jako pretekst do wznowienia pełnoskalowej wojny, poprzez bombardowania Bejrutu, południa Libanu i Doliny Bekka oraz inwazję lądową na południowy Liban.
Ciężko jednak potraktować atak Hezbollahu jako jednostronne zerwanie zawieszenia broni z 2024 r. Według danych UNIFILU, Izrael miał naruszyć pokój ponad 10 000 razy – przez bombardowania, zabójstwa dronami i wtargnięcia na teren Libanu, między jesienią 2024 a jesienią 2025 r. W marcu 2026 r. sytuacja ponownie eskalowała do poziomu otwartej wojny, w ostatnich dniach Izrael ogłosił mobilizację, w celu rozszerzenia inwazji lądowej.
Od lat przyglądam się izraelskim taktykom w Gazie i w Libanie. Ciężko jest nie zauważyć między nimi podobieństwa. Ataki na infrastrukturę cywilną i medyczną, nieproporcjonalne zastosowanie siły, przymusowe przesiedlenia ludności, wezwania do ewakuacji i następujące po nich niszczenie domów i środowiska. Nie jestem jedyną osobą, która zauważa tę zbieżność: podobne spostrzeżenia wysuwa też m.in. piszący dla Al Jazeery Jonathan Whitehall, pracował z Palestyńczykami w akcjach humanitarnych.
Whitehall pisze wręcz, że Gaza ma być nową izraelską doktryną wojenną: „Doktryna Gazy jest rozszerzoną wersją tego, co Izrael wcześniej nazywał »doktryną Dahiji« – czyli użyciem przytłaczającej siły przeciwko infrastrukturze cywilnej – teraz wykorzystaną jako broń do szerszego celu: trwałego przekształcenia geografii, demografii i porządku politycznego w regionie”.
Zabójstwa i przesiedlenia
W pierwszych dwóch tygodniach nowej operacji Izrael zabił prawie tysiąc osób (wczesnym popołudniem, 18 marca 2026, libański L’Orient donosi o 957 zabitych) i zmusił do przymusowego przesiedlenia ponad 1,1 miliona mieszkańców. W Libanie, kraju o powierzchni 10,5 tysiąca kilometrów kwadratowych (dla porównania – województwo opolskie ma 9,5 tysiąca km2, a Mazowsze jest od Libanu ponad 3-krotnie większe) i populacji przekraczającej 5 milionów – są to liczby katastrofalne. W parze za przesiedleniami i wezwaniami do ewakuacji idą ataki na domy, niszczenie środowiska i infrastruktury cywilnej. Celem jest uczynienie powrotu mieszkańców na tereny objęte wojną jak najtrudniejszym, a miejsca której opuścili: jak najbardziej nieprzyjaznymi i niezdatnymi do życia.
Jeśli ktoś nieuważnie obserwował ludobójstwo w Gazie, to mógł uznać, że jest to historia o zabijaniu ludzi. To podstawowy błąd, istota ludobójstwa nie musi oznaczać wyłącznie fizycznej eliminacji ludzi. Obok niej przedmiotem ataku jest wspólnota narodowa i polityczna, a doskonałym narzędziem jej dezintegracji (i to takim, które wzbudzi mniejsze oburzenie niż masowe mordy) jest właśnie przymusowe przesiedlenia. W Gazie zabito ponad 72 tysiące osób, ale około 1,9 miliona Gazańczyków została zmuszona do opuszczenia swojego miejsca zamieszkania przynajmniej raz. W połączeniu z masowym niszczeniem infrastruktury cywilnej i domów w Gazie, które – według niektórych, ma sięgać ponad 80% wszystkich budynków, tworzy to katastrofę humanitarną i praktycznie uniemożliwia szybką odbudowę normalnego życia w enklawie [więcej o innych formach ludobójstwa przeczytacie w poprzednim artykule, a także tu].
Kluczem izraelskiej doktryny jest doprowadzenie do tego, aby życie w danym miejscu było jak najtrudniejsze. Doprowadza się do tego szeregiem środków: wymienić możemy tu chociażby ataki na infrastrukturę medyczną, zniszczenie środowiska i zatruwanie otoczenia, niszczenie domów i źródła dochodów przesiedlonych. Każde z tych działań to widzimy w Libanie.
Ataki na infrastrukturę zdrowotną
Pisaliśmy wcześniej o atakach na infrastrukturę medyczną w Gazie, których skala była nieproporcjonalna do innych konfliktów, o stratach wśród personelu medycznego, które były zarówno nieproporcjonalne do występowania tych zawodów w ogóle społeczeństwa jak i dużo wyższe niż w innych wojnach, których nie można wytłumaczyć po prostu zwykłym collateral damage [szkody uboczne – wyrządzone ludności cywilnej lub infrastrukturze cywilnej w trakcie operacji wojskowej – przyp. red.]Podobne wygląda sytuacja w Libanie.
Podczas konfliktu Izraela z Hezbollahem od października 2023 r. libański sektor zdrowia stał się celem licznych ataków. W wyniku ostrzałów i nalotów zginęło co najmniej 226 osób – w tym lekarze, pielęgniarki, ratownicy i pacjenci – a 199 zostało rannych. Ataki obejmowały szpitale, kliniki, centra ratownicze, karetki i transport medyczny, a blisko połowa incydentów kończyła się ofiarami śmiertelnymi, co jest znacznie wyższym wskaźnikiem niż w większości współczesnych konfliktów, gdzie średnia śmiertelność jest na poziomie kilkunastu procent.
W październiku 2023 r. trafiono m.in. szpital w Meiss Ej Jabal, raniąc lekarza, a w styczniu 2024 w Hanine centrum ratownicze zginęli dwaj ratownicy i zniszczono karetkę. W marcu 2024 w Hebbariye zginęło 7 paramedyków, a w maju w pobliżu szpitala Salah Ghandour w Bint Jbeil zginęli 3 cywile. W październiku 2024 eskalacja ataków była szczególnie intensywna: w Bejrucie nalot uderzył w centralny ośrodek medyczny, zabijając 9 osób i raniąc 14, w Marjayoun zginęło 7 ratowników, a w Baraashit 10 strażaków i ratowników. W ciągu kilku dni od 8 do 10 października trafiono 37 obiektów zdrowotnych, zabijając co najmniej 70 osób i raniąc 65.
W sumie zniszczono lub poważnie uszkodzono około 37 szpitali i centrów medycznych, uszkodzono ok. 177 ambulansów, a wiele placówek zostało tymczasowo zamkniętych. Izrael tłumaczył ataki tym, że niektóre obiekty były wykorzystywane przez Hezbollah do celów wojskowych, jednak organizacje praw człowieka, w tym Human Rights Watch, wskazywały, że dowody są niewystarczające, a część ataków mogła stanowić naruszenie prawa humanitarnego lub zbrodnię wojenną. Skutki ataków były poważne: personel medyczny został zdziesiątkowany, dostęp do opieki medycznej dla ludności cywilnej ograniczony, a funkcjonowanie szpitali i systemu ratunkowego zakłócone. Konflikt w Libanie pokazuje, że ataki na sektor zdrowia miały charakter powtarzalny i systemowy, powodując długotrwałe konsekwencje humanitarne i prawne. Jak pisałem wielokrotnie: zabijając lekarzy i niszcząc infrastrukturę medyczną, efektywnie doprowadza się do wielu nadmiarowych zgonów w przyszłości: niezaszczepionych dzieci, nieodebranych porodów, nieopatrzonych ran i niewyleczonych chorób. Niszcząc system ochrony zdrowia, tworzy się przestrzeń, w której nikt, kto ceni życie swoje i swojej rodziny nie zechce pozostać zbyt długo i z której często ucieknie, mając okazję.
Ekobójstwo w Libanie
W wyniku wojny – a w zasadzie, dekad wojen z Izraelem – libańskie środowisko i rolnictwo cierpi poważne szkody, szczególnie na południu. Od białego fosforu, po spryskiwanie pól glifosatem, niszczenie infrastruktury wodnej czy katastrofy ekologiczne wynikające z celowych ataków na infrastrukturę przemysłowa (jak chociażby zbombardowanie portu w Al-Dżijja w 2006, skutkujące wielkoskalowym wyciekiem oleju, dotykającym ponad 150 km wybrzeża), izraelskie ataki z ostatnich dekad (szczególnie ostatnich dwóch lat) zmieniają Liban w toksyczną pustynię. Nie pomaga tu też oczywiście fakt słabej i skorumpowanej administracji centralnej, brak regulacji czy instytucji mogących skutecznie odtwarzać zniszczone środowisko. W wyniku bombardowań zniszczone zostały lasy, uprawy, systemy irygacyjne i infrastruktura, skażono ziemię, wodę i powietrze, co znacznie ograniczyło produktywność rolnictwa i zniszczyło źródło utrzymania wielu mieszkańców. Uszkodzenia dotknęły też miejsca dziedzictwa kulturowego i przestrzenie publiczne, utrudniając odbudowę regionu. W efekcie wiele osób musiało opuścić swoje domy, a libańska gospodarka – szczególe rolnictwo i turystyka – poniosła poważne straty finansowe. Eksperci podkreślają, że koszty strat środowiskowych w Libanie sięgają miliardów dolarów a skuteczne odwrócenie zniszczeń spowodowanych przez izraelskie ataki wymaga skoordynowanych działań władz, społeczności lokalnych i organizacji pozarządowych: zarówno w zakresie odbudowy środowiska, infrastruktury czy przywracania normalnego życia wypędzonym mieszkańcom. Nie jest to jednak coś, czego można się spodziewać po Libanie – państwie wyjątkowo słabym, uzależnionym w zakresie dostarczania podstawowych usług od międzynarodowej pomocy czy skonfliktowanych partii politycznych.
Urbicyd
Od października 2023 r, a zwłaszcza od września 2024 r. izraelska kampania bombardowań w południowym Libanie oraz w południowych przedmieściach Beirutu doprowadziła do olbrzymich zniszczeń tkanki miejskiej i budynków mieszkalnych. W samym południowym Bejrucie, od 2 stycznia 2024 do 6 listopada 2024 zbombardowano 423 budynki, podczas „zawieszenia broni” – trzynaście, a między 2 a 4 marca 2026 r. – trzydzieści trzy. Działania Izraela urbaniści, naukowcy i badacze określili mianem urbicydu. Termin ten odnosi się do celowego niszczenia środowisk miejskich, infrastruktury oraz tkanki społecznej, skutkując w praktyce uniemożliwieniem życia w tych obszarach. Nie jest to moja prywatna opinia: podobne głosy znajdziemy w Carnegie Endowment for Peace Center czy nowym, lutowym opracowaniu Public Works Studio. Warto też przeczytać wcześniejsze opracowania, wskazujące na to, jak ataki Izraela pogłębiły kryzys mieszkaniowy, podniosły ceny czynszów i zaburzyły równowagę demograficzną w kraju przez przymusową migracje i niszczenie domów. Raport Housing Monitor, który dokumentuje kryzys mieszkaniowy w Libanie, pokazuje, że sytuacja weszła w nową, poważniejszą fazę.
Raport podaje konkretne skale szkód związanych z przymusowymi przesiedleniami: od początku konfliktu (23 października 2023 r.) wysiedlonych zostało ponad 110 000 osób z południowego Libanu, a po eskalacji z 23 września 2024 r. liczba wysiedlonych przekroczyła 1 milion. Między 23 września a 26 listopada 2024 r. odnotowano też 396 523 Syryjczyków i 244 640 libańskich obywateli przekraczających granicę z Syrią, w większości uchodźców wojennych, uciekających przed wojną w Libanie do niestabilnej Syrii. Sprzyjał temu fakt, że syryjscy uchodźcy wojenni z poprzednich lat – niezbyt lubiani i mający niską pozycję- byli niejako wypychani przez nowych libańskich uchodźców.
Wiele osób – w tym syryjskich uchodźców czy biedniejszych Libańczyków – było eksmitowanych z domów i mieszkań na południu i w centrum kraju, aby zrobić miejsce dla uchodźców z południa Bejrutu czy doliny Bekaa. Część przesiedlonych (ok. 29%) zmuszona była wynajmować mieszkania po zawyżonych stawkach, co wyczerpywało ich oszczędności.
W analizowanych przypadkach Monitor zidentyfikował skalę zagrożeń związanych z eksmisjami i wezwaniami do opuszczenia lokali. Łączna liczba osób dotkniętych zawiadomieniami o eksmisji i groźbami, którą odnotował NGO, wyniosła co najmniej 3 586, z czego 2 739 osób faktycznie zostało eksmitowanych. Dzieci stanowiły znaczną część poszkodowanych – 46,2% osób objętych zgłoszeniami to osoby do 17 roku życia.
Geograficznie najwięcej zgłoszeń pochodziło z Północnego Libanu (prawie połowa), następnie z regionu Górnego Libanu i Bejrutu raport podkreśla też, że ofiarami były zarówno osoby narodowości syryjskiej (ok. 50,2% zgłoszeń), jak i libańskiej (ok. 41,9%). Monitor wskazuje trzy główne mechanizmy pogłębiające kryzys, obok samej wojny i niszczenia domów: gwałtowne wzrosty czynszów, wykluczanie nie-Libańczyków z programów rządowych dotyczących schronienia oraz masowe eksmisje z użyciem siły, często spowodowane nagłym napływem nowej populacji w dane miejsce.
Obecna inwazja, która już doprowadziła do przesiedlenia ponad miliona Libańczyków, , będzie dla kwestii mieszkaniowej w Libanie jeszcze gorsza.
Doktryna Gazy zamiast doktryny Dahiji
Przez ostatnie dwie dekady Izrael groził swoim przeciwnikom, w tym Palestyńczykom, doktryną Dahiji – celowo nieproporcjonalną odpowiedzią i atakiem na obiekty cywilne, w odpowiedzi na jakąkolwiek próbę oporu lub ataków na jego obywateli. W przewrotny sposób, po latach stosowania wypracowanej w Libanie doktryny przeciwko Palestyńczykom, dzisiaj widzimy jak wykształcona i utrwalona w Gazie, nowa „doktryna w Gazy” dziś jest narzędziem walki z Libańczykami. Jej istotą jest wymuszone przesiedlenie osób z danego terytorium, zmienienie go w miejsce niezdatne do życia a następnie okupacja. Biedne, słabe czy zdezorganizowane wspólnoty polityczne, pozbawione wielomiliardowych funduszy nie będą w stanie odbudować tak zniszczonych terenów jak Gaza czy południowy Liban. Jak najbardziej jednak będzie to w zasięgu izraelskich osadników, wspieranych przez państwo i amerykańskich sponsorów.
Pamiętajcie, że południowy Liban, w którym obecnie toczą się walki, przez praktycznie 20 lat, do 2000 r. był okupowany przez Izrael, który wycofał się z niego pod wpływem presji międzynarodowej i ataków Hezbollahu. Wiele wskazuje, że teraz Izrael chce zając te tereny ponownie, tym razem na dobre. A narzędzia wypracowane w Gazie, mają mu ku temu posłużyć.
KALENDARZ 
